Słuchasie

Zwielokrotnieni

Kiedy ludzkość zapanuje nad wszystkimi chorobami, które teraz są wyrokiem śmierci, świat nie będzie wcale piękniejszy, ani bardziej przyjazny. Nie będzie w nim więcej miłości, zrozumienia i współczucia, niż absolutne minimum, które potrzebne jest człowiekowi do tego, by zupełnie się nie załamać. Chłód, dystans, władza, przekraczanie kolejnych barier w czynieniu sobie natury podległej. Zimno.

Drażniący niepokój towarzyszy opowieści Kazuo Ishiguro właściwie przez cały czas trwania akcji powieści. Już sam tytuł Nie opuszczaj mnie, gdy odetnie się romansowe konotacje, jest dla mnie podszytym rozpaczą wołaniem o miłość. I choć te słowa są wersem piosenki, to wizja świata przyszłości u Ishiguro przepełniona jest nienazwaną, przejmującą samotnością. Samotnością zamkniętą w kręgu niedomówień, domysłów, która nie zdaje sobie sprawy, że może być inaczej. Dziwny dom na angielskiej prowincji, w którym mieszkają dorastające dzieci. Pełen zakazów, nakazów, specyficznych rytuałów, półsłówek, aluzji. Na pozór wszystko wygląda tam dość normalnie, tworzą się przyjaźnie, pierwsze miłości, pojawiają problemy typowe dla wszystkich nastolatków, a jednak od samego początku mamy poczucie surrealistycznej rzeczywistości, która jak pokręcony wąż wpełza w szczeliny stosowanego tam systemu wychowania. Albo hodowli.  Bo właśnie hodowla ludzi jest tym, co odbywa się w jednym z kilku podobnych domów. I jakkolwiek dziwacznie, może okrutnie to brzmi, to na pierwszy rzut oka takie nie jest. Wręcz przeciwnie. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w jakiejś wzorowej placówce wychowawczej, o dość dziwnych co prawda zasadach i rytuałach, ale jednak dającej dzieciom jakieś oparcie, wydobywające ich kreatywność i dające poczucie przynależności do grupy. Zanurzając się coraz głębiej w świat trójki przyjaciół, wychowanków Hailsham zadziwia jednak brak buntu. Wychowani do posłuszeństwa, karności, są bezwolni w wypełnianiu swojego przeznaczenia. Nawet w dorosłym życiu, już po opuszczeniu murów placówki nie szukają przyczyn, nie sprzeciwiają się temu, do czego zostali powołani na świat. Ich nieśmiałe próby odsunięcia w czasie tego, co nieuniknione są raczej niczym tlące się z trudem mokre drewno, niż buchająca żarem potrzeba zmiany.

Części zamienne, narządy, płyny ustrojowe pochodzące od drugiego człowieka, martwego, lub żywego, są codziennością medycyny. Jednak ich liczba i dostępność są uwarunkowane zgodnością tkankową zmarłych osób oraz ich wyrażoną zgodą na pobranie narządów i nie zaspokajają zapotrzebowania całej rzeszy chorych czekających na przeszczep. Ishiguro w dość przewrotny sposób drażni nasze sumienie i zostawia nas z trudnymi pytaniami. Nie ma prostego rozwiązania. Nie ma tak, ani nie ma nie. Moralność jest tym, co mówi twoje sumienie. A sumienie podpowiada różne rzeczy, w zależności gdzie się aktualnie znajdujesz, jak bardzo masz otwarte oczy i serce. Jak duża jest Twoja świadomość. Doskonale to widać na przykładzie zwierząt, które człowiek traktuje użytkowo, przetrzymywanych przez całe ich życie w wielkich farmach, zwierzęcych obozach koncentracyjnych, wykorzystywanych od narodzin do śmierci. Widać to w traktowaniu przyrody jak czegoś, co dano człowiekowi raz na zawsze. Widać to w wywożeniu śmieci do lasu, zabijaniu zwierząt dla zabawy z samego zabijania, w końcu w traktowaniu ludzi, uciekinierów z terenów ogarniętych wojną, itp. Moralność to dziwny zwierz. Jest i go nie ma. Jest, gdy coś dotyczy nas bezpośrednio, w innym wypadku… W powieści żadne pytanie nie pada wprost, za to zostajemy z niepokojem zasianym w duszy. Z piaskiem, który choć tak drobny, to gdzieś tam uwiera.

Nie opuszczaj mnie / Kazuo Ishiguro ; czyta Maria Peszek. – Warszawa: Albatros, 2008.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *