Czytasie

Zawiedzeni

Jeśli masz kompleksy, że nie wyjechałeś z tego cholernego kraju, który tak bardzo cię wkurza, jeśli tęsknisz do brytyjskiej normalności i cywilizacji, bo u nas jej ponoć nie ma, jeśli od dawna odkładasz kasę na wyjazd, bo wszyscy twoi znajomi już tam są, to chwilę jeszcze się wstrzymaj. Usiądź wygodnie w fotelu, rozłóż na łóżku i sięgnij po Angoli. Przypuszczam, że wyleczą cię z kompleksów, tęsknot i nadmiernych oczekiwań. A jeśli nie wyleczą, to na pewno dadzą do myślenia. Ewa Winnicka nie pozostawia złudzeń. Rozmawiając z Polakami w Wielkiej Brytanii i Irlandii, wyciąga z nich traumy, otwiera dusze i wywleka na wierzch wszystko to, czego na pozór nie widać, ale buzuje i bulgocze pod powierzchnią. Wszystkie rozczarowania, zderzenia z niezrozumiałą rzeczywistością, odmienną mentalnością, niezrozumiałym prawem, językiem, który nawet jeśli się go zna, to tak naprawdę okazuje się, że zawsze za mało, nie tak, nie z tym akcentem co trzeba.
Znamienne jest, że wśród rozmów zamieszczonych w książce, tylko jedna jest optymistyczna. Nawet nie pozytywna, nie z happy endem, ale właśnie optymistyczna, z wiarą przepytywanej w swoje lepsze jutro, z przekonaniem, że właśnie znalazła swoje miejsce do życia. Cała reszta od menedżerów, prywatnych przedsiębiorców, absolwentów prestiżowych szkół z internatem, pracowników korporacji, księdza, po pracowników fizycznych, pracujących w różnych warunkach od hoteli pięciogwiazdkowych, po sortownię śmieci prowadzoną przez Albańczyków ma wydźwięk wielkiego rozczarowania tą wymarzoną krainą wszelkiej szczęśliwości. Jednoznacznie negatywnych opowieści jest kilka. Przeważnie dotyczą one ludzi z najniższych grup społecznych, nieznających języka, wykorzystywanych na każdym kroku przez ludzi, prawo, system, tych, których przemieliła maszyna biurokracji lub sądownictwa. To najtrudniejsze rozmowy, najtrudniejsze opowieści. Najbardziej dramatyczne są losy Polaków, którzy wyjeżdżając spalili za sobą mosty, nie mają do czego, ani do kogo wracać. Samotność emigrantów i samotność zostawionych w Polsce dzieci, starych rodziców, bliskich. Życie, które polega na półżyciu.
Nie czytaj Angoli, jeśli jesteś wrażliwcem, który kocha świat, którego łatwo skrzywdzić, któremu wiara w ludzkość przynosi pocieszenie. Utoniesz w morzu cynizmu, niewiary i beznadziei. W Angolach jest coś takiego, że nawet ci, którym się udało, którzy wiedzą po co tam są, którzy zapuścili korzenie na wielkiej wyspie nie mają już złudzeń, że to ich ziemia obiecana. Cynizm zachodniej cywilizacji, przepaść mentalna, brak chęci poznania nowych światów ze strony Anglików dopełnia obraz ludzi, którzy w Wielkiej Brytanii znaleźli dla siebie kawałek podłogi. Nie jest kolorowo. Jest łatwiej i przyjemniej, jeśli znasz język i przepisy prawa, masz ubezpieczenie i dach nad głową. Jednak cały czas obowiązuje zasada – jeśli nie układa ci się w Polsce, nie ułoży również za granicą. Do przemyślenia…

Po napisaniu tej recenzji, przyszło mi do głowy, czy zamierzeniem autorki (celowym, bądź przypadkowym) nie było zdobienie dobrze nam – Polakom, którzy zostali w kraju (z różnych względów). Nie wnikając w to dlaczego nie wyjeżdżamy, mamy dowód na to, że tam daleko jest be. Daje to powód do samousprawiedliwiania się dla tych, co chcieli wyjechać, ale im się nie chce ruszyć tyłka, dowód na swoją rację dla tych co się nie dalą przekonać, że gdzie indziej jest lepiej (widać z książki, że nie jest), powód do malkontenctwa dla wiecznie niezadowolonych i tak dalej. Szkoda, że autorka nie znalazła jednak kilku szczęśliwych osób, którzy nie żałują swojej decyzji o wyjeździe. Obraz współczesnych emigrantów byłby chyba pełniejszy, bo jakoś trudno mi uwierzyć że na Wyspach żyją sami rozgoryczeni nieudacznicy.

Angole / Ewa Winnicka. – Wołowiec: Wydawnictwo Czarne, 2014.

2 komentarze na “Zawiedzeni

  1. HYMM
    Znalazlam ten swój kawaek podlogi i nie potrafie sobie wyobrazic innego miejsca na ziemi niz ta wyspa.Zmiamy sa dla chcacych czegos innego.Wystarczy tylko sie otworzyc cos z siebie dac. Moze ktos sie zastanowi czemu tylu nie wraca z tej emigracji ??? BO mamy tu domy ,mezow, dzieci, zycie zawodowe tu spelniamy swe marzenia. Wyspa rozwija u ludzi kreatywnych skrzydla , ale trzeba je miec zeby miec co rozwijac.
    Magda

    1. Dziękuję MagdaLena, że to mówisz. Tak też mi się zdawało, że to niemożliwe, by emigracja była tylko ucieczką przed czymś lub przed kimś. Może przed samym sobą. Jak pokazujesz, może być również portem i przystanią. Książka jednak ukazuje tylko ciemne strony emigracyjnej rzeczywistości. Dlatego, jak napisałam w poście, żałuję, że autorka nie znalazła jakiejś równowagi w opisywaniu „Angoli”.
      Pozdrawiam z kontynentu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *