Czytasie

Wyspa wewnętrzna

Trochę czasu musiało upłynąć, zanim usiadłam do napisania tej recenzji. Wcześniejsze książki Joanny Bator były dla mnie odkryciem, wzruszeniem, a także niedowierzaniem, że tak można pisać. Zakochana jestem w „Piaskowej Górze” i „Chmurdalii”. „Ciemno, prawie noc” czytałam długo, zmagając się ze sobą. Nie dlatego, że książka mi się nie podobała, ale by odpocząć od dusznej, wilgotno-cmentarnej atmosfery Wałbrzycha, by móc zaczerpnąć świeżego powietrza i pomyśleć. „Wyspy łzy” też nie da się przeczytać jednym tchem. Mierzyłam się z nią dłuższy czas i przeżywałam skrajne emocje, od niechęci, przez zachwyt, od znudzenia, przez zaintrygowanie. Taką sinusoidą odbywało się to czytanie i  nadal nie wiem, czy to książka dobra, czy wręcz przeciwnie. Jest ona niepodobna do żadnej innej. I opis sugerujący, że jest to kryminał, jest mocno naciągany. To raczej wyspa wewnętrznego umysłu, wewnętrznej duszy i przeżyć autorki w nowych, nieznanych i egzotycznych warunkach Sri Lanki. Jeśli ktoś liczył na akcję, to tam jej nie znajdzie. Jest raczej dużo świata w głowie, skrawki zewnętrznej rzeczywistości, przebitki wspomnień, urywki kroniki policyjnej, imaginacje i nierzeczywistość wplecione w codzienność. Witkacy, często przywoływany w tej opowieści wplótł się w historię autorki i jej mentalnej siostry bliźniaczki niczym dżin z butelki po absyncie. Byłby dumny z metafizycznych doznań pani Joanny. Zniknięcie Sandry Valentine jest tylko pretekstem, by doświadczać tej wyspy w kształcie łzy wszystkimi zmysłami pierwotny dystans zamieniając na oniryczne halucynacje. Sięganie do zakamarków umysłu wyciągnęło na światło dzienne mikro wspomnienia, szczegóły anatomiczne, które zmieniają się w bohaterów powieści, wspomnianą już  bliźniaczą siostrę – alter ego autorki, która lubi mieć własne zdanie. Ciekawym zabiegiem wydają się nagłe skupienia uwagi na jakiejś rzeczy, postaci, sytuacji, które niczym najazd kamery w zbliżeniu pokazują szczegóły, które są niewidoczne w planie ogólnym. Przygnębiającego i zarazem intrygującego wrażenia dodają ponadto czarno-białe zdjęcia Adama Golca, podobnie jak tekst nie zawsze wyraźne, skupiające się na szczególe, często celowo pociemnione, jednak w niezwykły sposób pasujące do klimatu samej książki. Przybliżanie – oddalanie, zachwycanie – odrzucanie, rozjaśnianie – przyciemnianie, przypływy i odpływy oceanu, taka jest Wyspa. Takie jest życie.

Jeśli będziesz szukać Piaskowej Góry lub Chmurdalii w Wyspie Łzie to ich tam nie znajdziesz. Smrodliwa duchota Wałbrzycha z Ciemno, prawie noc została zamieniona na wilgotną, otuloną klejącą mgłą Sri Lankę.  Zarówno sposób pisania jak i tematyka jest odmienna od poprzednich powieści. Jeśli to ma być Twoje pierwsze zetknięcie z Joanną Bator, to proponuję zapoznać się najpierw z innym jej tekstem. Jestem jednak niezmiernie ciekawa Waszych opinii po lekturze. Przeczytaj Wyspę i zostaw po tym ślad na blogu 🙂

Wyspa łza / Joanna Bator ; fot. Adam Golec. – Kraków: Znak, 2015 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *