Czytasie

Więzy

Nad Braćmi Burgess Elizabeth Strout unosi się delikatne, ale zdecydowane napięcie. Często miałam wrażenie, jakbym siedziała przy jednym stole z ludźmi, wśród których niczym na drutach elektrycznych rozpiętych nad głowami przeskakują pojedyncze iskry, przerywając od czasu do czasu banalną rozmowę o niczym. Nikt nie może się rozluźnić, odpuścić, bo ma świadomość, że jedno nieprzemyślane słowo może spowodować wybuch. Jednak nikt nie wie jakie to słowo i wszyscy otwierając usta stąpają po cienkim lodzie, który łamiąc się może pociągnąć w otchłań wszystko, co znają i czym są. To napięcie, którego na pierwszy rzut oka nie widać, a które niczym cisza przed burzą przykleja się do każdego z uczestników spotkania, jest dokładnie wyczuwalne w podskórnej warstwie tej niezwykłej książki. Bo ona jest niezwykła. Strout podobnie jak w Mam na imię Lucy porusza się z subtelnością baletnicy stawiającej drobne kroczki na puentach. Baletnicy, która wie, że nie może pokazać, ile trudu kosztowało ją przygotowanie do występu i za żadne skarby świata nie może pokazać wysiłku, jaki towarzyszy każdemu z tych pozornie lekkich kroków.

W Braciach Burgess te pozory życia na czubkach palców z czasem pękają i wtedy pojawiają się niespodziewane zgrzyty w obrazie rodziny. Jeden z braci zrobił karierę, pieniądze i zyskał sławę najlepszego prawnika w kraju. Ma dzieci w dobrych, amerykańskich szkołach i bogatą żonę. Drugi, obarczony brzemieniem śmierci własnego ojca pływa po powierzchni życia, czasem tylko krztusząc się i zachłystując czymś, co go przerasta, z czym nie potrafi sobie poradzić. Jednak cały czas trzyma głowę nad powierzchnią wody, a życie zarówno osobiste, jak i zawodowe znaczy sinusoidą wzlotów i upadków zarówno zawodowych i osobistych. Jest jeszcze siostra. Naznaczona miejscem, w którym żyje, (dom rodzinny Burgessów), mężem, który zwiał do Szwecji i neurotycznym synem, który popadł w konflikt z prawem. Niewykształcona, ciągle borykająca się z brakiem pieniędzy, nosząca w sobie dawne urazy do męża i zmarłej matki, nierozumiejąca zmian, jakie zachodzą w jej małym mieście, które wypełniło się czarnoskórymi, uciekającymi przed wojną imigrantami z Somalii.

„Tak naprawdę nikt nikogo nie zna.”

Jedno zdarzenie, jeden uczynek staje się tym kamykiem, który uruchamia lawinę. Na początku niezauważalna, wydaje się niewielkim strumykiem, który pozornie dość łatwo zatamować. Ale to zdarzenie jest właśnie takim słowem, które otwiera otchłań pd lodem i wciąga weń wszystko, co stanęło na drodze. Jeden głupi postępek zamieniony w polityczny skandal. Głowa świni wrzucona do meczetu pełnego modlących się muzułmańskich Somalijczyków. Po nim już nic nie zostanie takie samo. Lawina dotknie każdego, kto zanurzy w niej kawałek nogi. Susan będzie musiała w końcu otworzyć oczy, wydorośleć, puścić to, czego kurczowo trzymała się przez ostatnich kilkanaście lat. Jim zweryfikuje swoje wygodne życie bogatego prawnika, wiecznie traktowany z góry Bob, zmierzy się z tym, co go trzymało przy ziemi, co nie pozwoliło fruwać. Najważniejsze rozegra się pomiędzy braćmi. Tajemnica, która niczym mgła oblepiała ich życie nie pozwalając na nic więcej, poza powtarzalnymi gestami, raniącymi słowami, w końcu opadnie odsłaniając poważną wyrwę w tym braterskim związku. Niektórych rzeczy nie da się po prostu naprawić. Sypiące się mury trzeba zburzyć, by na ich miejscu powstało coś nowego, coś, co będzie jednak zupełnie czymś innym, niż do tej pory.

Autorka operując niuansami wprowadza czytelnika w przestrzeń, która ją najbardziej zajmuje. Rodzina. Jej zależności, wpływy, ograniczenia, wzajemne układy, powiązania a nawet współuzależnienia. Rodzina zarówno ta pierwotna, z matką i ojcem, jak i ta, którą człowiek buduje z drugą osobą stanowi dla Strout fascynujące minowe pole. Rodzeństwo Burgesów nie miało łatwego startu, poczucia bezwarunkowej miłości, ani równych szans. Ich totalna niechęć do powrotu w rodzinne strony, do Susan mieszkającej w odziedziczonym domu dla każdego z nich oznacza powrót do bolesnych wspomnień i traum, które nigdy nie wypowiedziane drążyły bolesne tunele w pamięci obu braci. Podobnie późniejsze rodziny i związki. Nawet jeśli na pozór funkcjonują poprawnie, są tak naprawdę iluzją.

Autorka w tej subtelnej narracji wywleka sporo brudów, które na pierwszy rzut oka wcale nie wydają się jakieś okropne. Dopiero przyjrzenie się, skupienie na szczegółach, odkrycie traum, jakie stały się udziałem wszystkich Burgessów, jest niczym powolne odrywanie plastra z przyschniętej rany. Niby nic nie widać, niby strup mocno się trzyma, ale pod spodem jątrzą się niezasklepione pokłady gnijącej wydzieliny. Życie w kłamstwie jest możliwe, a nawet może być wygodne. Mechanizm wyparcia działa, pozwalając ludziom funkcjonować, a poczucie winy wychodzi w przymusie ranienia, i lekceważenia tych, wobec których nie byliśmy w porządku. Przykład Jima pokazuje, że gdyby nie zapalnik w postaci splotu wypadków, można by do końca życia tkwić w tej zbudowanej wokół siebie iluzji.

Bracia Burgess są elegią o rodzinie, ubranej w sztuczne gesty konwenansów. Pod tym płaszczykiem surowej codzienności kłębią się demony gotowe rzucić się na każdego, kto przekroczy tę cienką linię i wypowie to jedno, niedozwolone „słowo”.

Bracia Burgess / Elizabeth Strout. – Warszawa: Wielka Litera, 2016.

Bracia Burgess – Tylko w Legimi możesz przeczytać ten tytuł przez 7 dni za darmo. Możesz też zajrzeć TU, albo do biblioteki 🙂

 

1 komentarz na “Więzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *