Słuchasie

We troje

W czasach, gdy rodziłam swoje dzieci Jeannette Kalyta była czołową polską położną. Pisała do czasopism dla młodych i przyszłych mam, widać ją było w telewizji i trzeba przyznać, że budziła zaufanie swoją merytoryczną wiedzą, ale i samym wyglądem, spokojem, ciepłem i opanowaniem. Była jedną z prekursorek porodów domowych, o których dyskutowałam z moimi przyjaciółkami. Tym chętniej sięgnęłam po jej autobiograficzną książkę. Okazała się niezwykle spójna z tym, jaki wizerunek miała w moich oczach. Jeannette opisuje swoją życiową drogę do otworzenia polskich szpitali na rodzinę, na matkę i dziecko, a nie tylko na sztywne, medyczne procedury. Swoją odwagę w sprzeciwianiu się autorytetom panów ordynatorów, zastanym zwyczajom, odwagę w podejmowaniu decyzji, w odkrywaniu nowych dróg, by jeszcze bardziej zbliżyć poród do natury. Jej opowieści o porodach, które z jakichś względów najbardziej utkwiły jej w pamięci są fascynujące. Nie ma tam czystej fizjologii, są za to emocje, które dzieją się między trojgiem najbliższych sobie ludzi. Uczy ufać sobie i tego, jak zaufać lekarzowi, czy położnej. Pokazuje, że tak, jak różni są ludzie, tak nie ma takiego samego porodu. Jej książka pozwala docenić zmiany, które przez ponad 20 lat zaszły w polskich szpitalach i każe wierzyć, że położnych z takim poczuciem misji jest u nas więcej. W końcu sama Jeannette je szkoliła.

Książkę Jeannette Kalyty wysłuchałam w audiobooku. Choć zawsze z nieufnością podchodzę do tekstów, które czyta sam autor, to w tym przypadku fałszywym dźwiękiem zdawałyby się słowa Jeannette czytane przez zawodowego lektora. Tekst tej zwykłej / niezwykłej opowieści i głos autorki jest jednym. Dobra dykcja i aksamitny, ciepły, otulający tembr głosu sprawiają, że człowiek zaczyna ufać światu…

Położna. 3550 cudów narodzin / Jeannette Kalyta. – Warszawa: Wydawnictwo Otwarte, 2014

Obrazek: za inbook.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *