Świadomie

To będzie tekst o świadomym jedzeniu. Bo świadomie jedząc, nie zjadasz śmieci, a przynajmniej nie zjadasz ich bezmyślnie. Agata Michalak popełniła książkę O dobrym jedzeniu: opowieści z pola, ogrodu i lasu, w której pisze o rzeczach prostych i codziennych, o tym czym różni się żywność od tego, co często leży na sklepowych półkach. Co prawda zarówno telewizje, prasa i internet uświadamiają konsumentów co do zawartości różnych produktów tak chętnie przez nas kupowanych, jednak moim zdaniem to kropla w morzu. Ludzie powoli zaczynają wiedzieć, że coś jest złe, ale nie wiedzą, co i dlaczego jest dobre. I takie informacje próbuje nam przekazać autorka.

Ciągle rosnąca popularność targów zdrowej żywności i różnego rodzaju kooperatyw spożywczych pokazuje, że jest to książka w jakiejś mierze wypełniająca lukę w wiedzy o rzeczach dobrych, produkowanych uczciwie i w poszanowaniu przyrody, zwierząt i człowieka, który jest ich odbiorcą. Michalak zabiera nas w różne regiony kraju, do lokalnych manufaktur, wytwórców, pasjonatów hodowli. Pokazuje jak powstają sery, który chleb smakuje jak ten sprzed 100 lat, jak hodowane są ryby i czym różnią się od pstrągów na styropianowych tackach w lodówkach marketów. Pokazuje również, gdzie można znaleźć najlepsze mięso na steki. I tu zarówno mi, jak i autorce drżała trochę ręka, ale uczciwość każe, by i taki rozdział znalazł się w książce. Nie jest decyzją autorki namawiać ludzi do przejścia na wegetarianizm, ale uświadamiać ich o tym, że zwierzęce piekło za życia, jest trumną na talerzu dla człowieka. Pokazuje, że jedzenie mięsa musi być czynnością bardzo świadomą, bo wiąże się z cierpieniem innej żywej istoty. Co prawda nie bardzo rozumiem pasji rozbierania mięsa (jak u jednego z bohaterów książki), ale potrafię zrozumieć, że ktoś jedzący mięso, pragnie uczynić tę czynność jak najuczciwszą.

Podobnie jak jej rozmówcy np. cytowany Modest Amaro, Michalak zachwyca się możliwościami, jakie ma polskie rolnictwo, któremu na dobre wyszło to, że nie dogoniło całkowicie zachodu. Ta odrobina zacofania sprawiła, że nasza ziemia nie jest jeszcze w całości przesiąknięta rundapem, a rolnicy choć w dużej części idą na łatwiznę, poddają się przemysłowej, jednorodnej wielohektarowej uprawie, to mają jeszcze w pamięci świadomość ziemi i umiejętności radzenia sobie bez, albo z minimalnym wykorzystaniem środków ochrony roślin. Lasami, które choć ostatnio pod obstrzałem myśliwych, są ciągle jeszcze dostępne dla ludzi, którzy zbierają i przetwarzają jego dary. Łąkami z ich ziołami, a także wracającymi do łask i zbiorowej świadomości roślinami, warzywami i owocami zapomnianymi, albo wykorzenionymi w epoce PRLu.

Osobne rozdziały poświęcone są na poszczególne typy produktów. Królują tu sery zagrodowe, zboże i ziarno, warzywa i owoce, ryby oraz zwierzęta hodowlane. W każdym z nich znajdziemy nie tylko opis tego, co najlepsze w danej kategorii, rozmowę z pasjonatem uprawy, hodowli, ale również zapaleńcem wprowadzania na rynek tych produktów, co nierzadko jest walką z wiatrakami, czyli systemem, zmieniającym się prawem i ludzkimi przyzwyczajeniami. Edukacja od przedszkola, podnoszenie świadomości jedzenia, uwrażliwianie ludzi na zawartość śniadaniówek, lodówek, talerzy, pokazywanie, że można inaczej, że są możliwości, że są tacy ludzie i takie miejsca, dla których przyroda, natura, dobro, smak, nie są tylko czczymi słowami. I choć w rozdziałach zaprezentowany jest jeden, dwóch twórców, czy wytwórców dobrego jedzenia, to autorka zebrała w ostatnim rozdziale miejsca w całej Polsce, gdzie możemy takie znaleźć. I oczywiście nie jest to w żadnej mierze wyczerpująca lista, jednak jest na tyle długa, że może być początkiem drogi naszych poszukiwań zdrowia i smaku na talerzu.

Za każdą przywróconą społeczeństwu rośliną, jak i za każdym gospodarstwem produkującym „prawdziwe” jedzenie, stoi szereg pasjonatów, często wariackich freaków walczących z systemem, ignorancją urzędników i niewiedzą konsumentów. Z książki wyłaniają się ludzie na tyle szaleni, że porywają się często z motyką na słońce i zdarza się, że przegrywają tę walkę, i na tyle mocni i uparci, że podnoszą się z upadku, bo widzą sens w tym co robią, bo nie potrafią inaczej. To pozytywny świat, który zapełnia ziemię światłem. Może to naiwne, może efekciarskie, ale tak to czuję i odbieram.

Świadome życie łączy się ze świadomym jedzeniem. Nie jem mięsa. Za szybą lady chłodniczej nie widzę karkówek, udek, mielonego, szyneczki i kiełbaski. Widzę za to czyjeś pokrojone ciała, porąbane kości, wyrwane ze stawów skrzydła i nogi. Chciałabym, by świat był wolny od bezsensownego cierpienia, dlatego cieszę się z każdej osoby, która przyłącza się do ruchu wegetarian i wegan. Jednak zdaję sobie sprawę, że taka decyzja musi wypływać w wewnętrznej potrzeby, bo tylko wtedy będzie trwała. Cieszmy się swoim jedzeniem, bo ono daje nam życie. Jedzenie również, w co głęboko wierzę, przenosi emocje. Nigdy nie udał mi się posiłek ugotowany w gniewie, czy złości. Dlatego tak mocno trafia do mnie idea żywności produkowanej uczciwie, bez chodzenia na skróty, z szacunkiem do ziemi, roślin i zwierząt. Jedzmy więc to, co świat ma dla nas najlepszego, choćby to była jedna mała rzecz w tygodniu. A książkę polecam wszystkim, wszyscy przecież codziennie jemy. 😉

O dobrym jedzeniu : opowieści z pola, ogrodu i lasu. – Wołowiec: Czarne, 2017.

Książkę O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu możesz kupić TU, albo wypożyczyć w bibliotece 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *