Spotkania

Reportażystka

Jak to się zaczęło? Napisałam reportaż pod okiem wymagającej Hanny Krall na seminarium reporterskim. Temat musiał być na tyle intrygujący, by zadowolić wymagającą nauczycielkę. Bardzo dobrze, proszę pisać dalej – usłyszałam. Zawsze chciałam pisać książki – mówiła Marta Abramowicz na spotkaniu autorskim we wrocławskiej Mediatece. Jej debiutancka książka „Zakonnice odchodzą po cichu„, o której pisałam TU, stała się kijem włożonym w wielkie konserwatywne mrowisko polskiego kościoła. Kijem włożonym na tyle skutecznie, że podniosło się grono oburzonych, które nie czytało i nie zamierza przeczytać książki, ale jest przekonane, że to oczywisty atak na kościół, ale również dwie „szczęśliwe zakonnice”, które zaprzeczają, jakoby w zakonach działo się aż tak źle i uważają, że już nie trzeba więcej o tym mówić, ale oprócz siostry Jolanty Olech, jedynej która ma w jakimś stopniu wpływ na funkcjonowanie zakonów żeńskich w Polsce i której (miejmy nadzieję) zależy na zmianie ich działania, nikt z władz kościelnych nie wyraził zainteresowania. Czy ten kij w mrowisku ma szanse uzdrowić cokolwiek w metodach zarządzania, komunikacji i postrzeganiu kobiet w kościele katolickim? Mam wrażenie, że nikomu tam na tym nie zależy i mam wątpliwości, czy jedna siostra Olech da radę przebić się przez mizoginizm polskich księży i biskupów i zmienić mentalność tych, którzy nie dostrzegają problemu.

Na drugim końcu kija jest ponad setka kobiet, która odezwała się do autorki po publikacji książki. To byłe zakonnice, które odnalazły siebie w historiach tam przedstawionych. Sama Marta Abramowicz przyznaje, że zaangażowała się w korespondencję i spotkania z nimi pełniąc rolę nie tylko psychologa, którym jest z zawodu, ale i skrzynki kontaktowej, jako, że te dziewczyny i kobiety pozostawione same sobie, bez żadnej pomocy ze strony państwa, kościoła, bez wsparcia finansowego i często rodziny z trudnością odnajdują się w obecnej rzeczywistości. Spotkanie z podobnymi sobie powoduje, że zmniejsza się poczucie osamotnienia i wyobcowania w świecie, który przez ileś lat był zupełnie niedostępny i obcy.

W pewnym momencie na spotkaniu autorskim padło zdanie, że trzeba się zastanowić, „czy książka jest narzędziem szatana, czy znakiem od Boga”. Moim zdaniem świetnie ilustruje ono podział kościoła w Polsce i ci, którzy nie potrafią przyznać się do błędów, zawsze w niekorzystnej dla siebie diagnozie zobaczą dzieło szatana. Mam cichą nadzieję, którą podzielam z autorką, że skoro diagnoza już jest, to pora zacząć leczenie i tu „lekarze” zobaczą w książce znak od Boga.

Jak bardzo ta książka była potrzebna świadczy to, że oprócz „Leksykonu zakonów w Polsce” jest ona jedynym źródłem wiedzy o życiu za murami zakonów w Polsce. Młode dziewczyny, które czują w sobie powołanie choć w minimalnym stopniu będą mogły przygotować się na to, co zastaną po drugiej stronie muru. Do tej pory decyzja o wstąpieniu do któregokolwiek zgromadzenia to był skok na główkę z zamkniętymi oczami w miejsce, gdzie nawet nie pachnie wodą. Wszystkie opowieści o świętości życia w zakonie, misji, pomocy ubogim i cierpiącym, można włożyć między bajki. I dobrze jest być świadomą tego, że samodzielność w myśleniu i podejmowaniu decyzji należy zostawić za bramą.

Wspieram całym sercem Martę Abramowicz, bo być może ta niepokorna, śliczna dziewczyna, która nie ma z kościołem wiele wspólnego, stanie się kamykiem, który z czasem zmieni bieg tej cuchnącej rzeki.

Pisz dziewczyno!

Spotkanie autorskie z Martą Abramowicz, autorką książki „Zakonnice odchodzą po cichu„, odbyło się 11.05.2016 r. w Mediatece Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu.

2 komentarze na “Reportażystka

  1. Pani Marto, proszę tak trzymać dalej! Świat może się zmienić tylko dzięki takim ludziom, jak Pani. I takim jak Kasia, którzy o Pani piszą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *