Czytasie

Raj zamknięty

Korea widziana oczami Amerykanki koreańskiego pochodzenia, która do tego najdziwniejszego kraju świata trafiła jako lektorka języka angielskiego na jedynej działającej w tym czasie, prywatnej, wyższej szkole (PUST), w której uczyli się synowie tamtejszych elit państwa. Niczym złowieszczy chichot historii brzmi informacja o tym, że szkoła powstała z datków finansowych wiernych kościoła ewangelickiego, w miejscu, gdzie karą obozu pracy zagrożone jest posiadanie w domu Biblii. Jeszcze większym, jest współpraca ewangelików z reżimem, w którym nie ma najmniejszej szansy na choćby najmniejsze rozpowszechnienie chrześcijaństwa, w zamian za to odbywa się nauczanie (i finansowanie) przyszłych północnokoreańskich elit państwowych, które przejmą metody i wizję władzy od swych rodziców. W opisywanym okresie była to jedyna wyższa szkoła, po nagłym zamknięciu pozostałych uniwersytetów i wyższych szkół technicznych w całej Korei. Rząd koreański przenosząc wszystkich studentów do robót fizycznych, chciał m. in. ich rękami odbudować kraj, by w ten sposób uczcić stulecie urodzin Wielkiego Przywódcy Kim Ir Sena.

Ta wychowana w Ameryce młoda kobieta, której rodzina przy rozpadzie Korei naznaczona została dramatem zerwanych więzi, próbuje zobaczyć w tych młodych chłopcach, których przyszło jej uczyć, zwykłych dwudziestolatków. Dwa semestry w tej ułudzie szczęścia, gdzie kłamstwo jest prawdą niepodważalną nie dało jej odpowiedzi na żadne pytania, dręczące ją całe emigranckie życie. Przyczyniły się one do jeszcze większego zamętu. Uniwersytet w Pjongjangu, rok  przed śmiercią Kim Dzong Ila stał się dla niej dobrowolnym więzieniem o tysiącach oczu i uszu, w którym nie istnieje pojęcie zaufania, podstawą każdej czynności jest kontrola i posłuszeństwo doprowadzone do granic absurdu. Świadomość tego, kim są jej uczniowie bladła w miarę poznawania ich codziennego życia, odosobnienia od rodziny, zupełnego braku prywatności, zamknięcia, utopienia w monotonii codziennych zajęć i totalnej niepewności jutra.

Przeżycia Suki Kim, jej podwójne życie (podawała się za nauczycielkę i ewangelicką misjonarkę), ciągłe udawanie, nieustanna kontrola swoich własnych słów, gestów, zachowań, są kanwą tej książki. Nie ma tu historii Korei, niewiele wiemy o otoczeniu poza murami kampusu/więzienia, poza nielicznymi, dobrze zorganizowanymi przez władze wycieczkami (patrz wycieczka do świątyni, w której wiernych grają prawdopodobnie podstawieni aktorzy), autorka raczej skupia się na studentach, na tym, co sama przeczytała między wierszami obserwując swoich uczniów, oraz z listów, pisanych jako zadanie domowe z angielskiego, z wypracowań, z którymi ci zetknęli się po raz pierwszy w życiu, ponieważ tezy i argumentowanie konieczne w konstrukcji eseju, nie są w tym kraju umiejętnością pożądaną. Mimo niesprzyjających warunków, ciągłej inwigilacji, a także świadomości pochodzenia i przeznaczenia tych chłopców, między amerykańską nauczycielką , a koreańską młodzieżą na każdym kroku uczoną nienawiści do Ameryki, wytworzyła się krucha więź. Nieświadomość świata i rzeczywistości pozakoreańskiej była wśród nich porażająca. Brak możliwości uzupełnienia ich wiedzy o świecie, strach przed narażeniem ich lub swojego życia nieopatrznym, przypadkowym słowem, niepewność każdego następnego dnia z wydaleniem z uczelni, zesłaniem do obozu pracy, a nawet ze stratą życia włącznie sprawiły, że autorka jak pokochała swoich uczniów, o czym sama wspomina w wywiadach i na prelekcjach.

Nie mają racji ci, którzy w publikowanych, ukradkowo robionych zdjęciach z Korei Północnej nie widzą nic niepokojącego. Spotkałam się nawet z taką tęsknotą za komunizmem, która zazdrości ludziom zamkniętym w tym raju stworzonym z kłamstwa. Jednak coraz więcej publikacji sprawia, że odłupują się drzazgi z tych zatrzaśniętych drzwi, a nasza wiedza i świadomość, a także zwykła ciekawość zostaje wystawiona na kolejną próbę. Czasem mam wrażenie, że te drzwi otworzą nie politycy, którym na Korei Północnej nie zależy, ani nie sami Koreańczycy, zastraszeni i wytresowani przez wieloletnie rządy Kimów, ale ciekawscy, ludzie, którzy po kolei odłamywać będą drzazga po drzazdze. Mam cichą nadzieję, że ciekawość nie okaże się stopniem do piekła, a ci ciekawi, będą również prawi i odważni, by umieli przechytrzyć reżim.

 

Suki Kim na onet.pl

Suki Kim w „Wysokich Obcasach

Suki Kim o sobie

Pozdrowienia z Korei: uczyłam dzieci północnokoreańskich elit / Suki Kim. – Kraków: Znak, 2015.

Obrazek za Wydawnictwem Znak www.znak.com.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *