Czytasie

Przez dziurkę

Gdy zaczynałam czytać „Kobiety w kąpieli”, to w głowie miałam wizję jak będzie wyglądał mój post na blogu. W miarę zbliżania się do końca tekstu ta wizja ewoluowała. Z rozprawki o prawach kobiet, wolności i zniewoleniu, o rodzącej się świadomości, o niemożliwym do zrozumienia okresie w dziejach Chin, jakim był czas rewolucji kulturalnej, zostały kobiety i ich wewnętrzna prawda. Bo Tie Ning udało się uchwycić nieokreśloność i wielowymiarowość, tak jak nieokreślone i wielowymiarowe są kobiety. Jestem na etapie fascynacji kobiecością. Odkrywam ten świat w kobiecych kręgach i świadomość jak barwne, twórcze, wrażliwe, mądre i silne są kobiety przyprawia mnie czasem o dreszcz emocji i wewnętrzną radość, że mogę współdzielić z nimi  te wszystkie wymiary istnienia. „Kobiety w kąpieli” są niczym woda skapująca ze źródła do dłoni złożonych nad kamienną misą. Ta woda jednocześnie zachwyca swoją nieogarnionością i siłą drzemiącą w wytrwałości, jak i nieuchronnością faktu, że jest niezbędna by przeżyć. Ulotna i jednocześnie bardzo konkretna.

Mimo dość odległego kręgu kulturowego ta wielowymiarowa powieść stała mi się bardzo bliska. Kobiety, wokół których toczy się opowieść zdają  się być podglądane przez dziurkę od klucza podczas tytułowej kąpieli. Tak różne fizycznie, mentalnie, z różnymi drogami, którymi potoczyło się ich życie, splotły się w jeden warkocz zrozumienia, w jedno kobiece istnienie, w sumę emocji odkrywanych na nowo, w obnażone ciało wystawione na widok dla uciechy jednych i perwersyjnej przyjemności innych. Intymne przeżycia, myśli, zwierzenia niczym płatki wirujące na wietrze, pokazują drzemiącą siłę, zdecydowanie, czasem rozpaczliwą potrzebę uwagi i miłości.

Historia Tiao, jej siosty Fan, wspólna tajemnica, która nie pozwala oddychać pełną piersią, która zawisa w duszy niczym kamień topielca. Każe podejmować działania, które w nieuświadomiony sposób, cały czas dążą do ukarania się, do zadania sobie pokuty. Ta skomplikowana relacja od pełnego zachwytów zauroczenia, po złośliwą niechęć jest zaledwie wątkiem w tej materii kobiecego dojrzewania. Przemiana człowieka ku światłu i ku cieniowi. Tiao się rozwija, dorasta, dojrzewa. Jej wybory ewoluują. Ona sama pęcznieje, niczym kwiat, który bardzo powoli rozwija swoje płatki. Przemiana Fei, przyjaciółki Tiao, pozostającej z nią w dość skomplikowanej relacji przyciągania-odpychania, przebiega w zupełnie inną stronę. Już jako nastolatka z nieprzeciętną, przyciągającą wzrok, bezczelną urodą i dużym poczuciem niezależności staje się w końcu cieniem samej siebie. Jej śmierć niczego nie rozwiązuje, ani nie rozgrzesza. Nie ma tu jasnego podziału, co jest dobre, a co złe. Ten relatywizm zmusza do myślenia, do postrzegania świata takim, jaki on jest. A jest bardziej skomplikowany niż biel i czerń. Weźmy chociaż matkę Tiao. Zdegradowana podczas rewolucji kulturalnej do prostej robotnicy, wykorzystała swą słabość do tego, by żyć. Jej wyborów nie można oceniać żadną miarą. Są tak samo wynikiem warunków zewnętrznych, jak i przymusem zachowania choćby skrawka wolności i możliwości samostanowienia o sobie. Walczy o siebie do końca, choć ma przeciw sobie córki, męża, otoczenie. Wykorzystuje innych, by móc żyć tak, jak jej wygodnie. Ale czy można powiedzieć o niej, że jest zła? Bynajmniej. Jest słaba i silna zarazem.

Mężczyźni w tej powieści również istnieją. Są przedmiotem westchnień, namiętności, ale i przyczyną cierpień. Jednak to kobiety dostały prawo głosu. To one są na pierwszym planie. Nie brak w książce scen okrutnych, takich o których wolelibyśmy nie wiedzieć. Nie brak aktów odwagi i desperacji. Nie brak też namiętności i cielesności, która przez lata tłamszona systemem politycznym ciągle buzuje pod powierzchnią. Nie da się jej zamknąć. Nie da się okiełznać. Tie Ning pokazuje, że w najbardziej ciemnych czasach, podczas gdy rozum śpi, ciało domaga się tego, by żyć.

To jedna z piękniejszych powieści, jakie ostatnio przyszło mi czytać. Inna. Buzująca energią z dziewczęcych i kobiecych dusz, dojrzewających, podejmujących wybory, kochających i nienawidzących, takich, które słabości przekuwają w siłę. Upadają i wstają z kolan. Lecą jak ćmy do ognia i spacerują po krawędzi dachu igrając z życiem i śmiercią. Skaczą z zamkniętymi oczami w przepaść i dostojnie kroczą, bojąc się wyjść za wytyczone szlaki. Tu kobiety są prawdziwe.

Kobiety w kąpieli / Tie Ning. – Kraków: Znak, 2016.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *