Czytasie

Podróż za tysiąc myśli

Wiatr ma problem, bo wie, że pisanie o książkach, które średnio, lub w ogóle nie poruszyły jego wewnętrznych strun wychodzi mu o wiele słabiej, niż o tym, co przeżył w wyobraźni na wiele sposobów. Jeśli w dodatku jest to bestseller na księgarskich półkach, tym większe poczucie pewnego niedopasowania i braku sprzężenia zwrotnego. Jednak mówienie, o „Dziewczynie z pociągu” jak o wypocinach pisanych na kolanie byłoby dużym nadużyciem, bo jest to utwór napisany sprawnie, z ciekawym zabiegiem literackim w postaci opowiadania tej samej historii z punktu widzenia dwóch, (czasem więcej), różnych postaci, co nadaje tekstowi dynamikę i zmianę perspektywy, a co znowu korzystnie wybija się na pierwszy plan. Mimo wszystko, Wiatr chciałby pisać o porywach duszy, o fascynacjach i emocjonalnych kołowrotkach, o olśnieniach i zawrotach głowy z zachwytu, ale w „Dziewczynie…” takich uniesień nie ma.

Historia wiecznie podpitej kobiety, jej urojonych wyobrażeń i dopowiedzeń rzeczywistości, bardziej drażni i irytuje, niż pozwala się utożsamić z bohaterką i jej wersją przeżywanych perypetii. Wiatr przez cały czas miał przed oczami londyńską ulicę nocą wraz z pijanymi w sztok dziewczynami ubranymi w zbyt krótkie spódnice i kuse topy, które kontrolę zostawiły w domu, by w ten jeden (lub kolejny) wieczór stawać się coraz bardziej zmęczoną królową baru. Może jednak, to dobry objaw, jako że irytacja też jest emocją? Wszak najgorzej jest, gdy odkładamy książkę, nie czując zupełnie nic. A tu przynajmniej trochę wkurzenia pomieszanego z obrzydzeniem. Zresztą nie tylko ta jedna samozwańcza detektywka (?) drażni. Każda postać w tej książce ma w sobie coś, na co reagujemy z odrazą i nieufnością, każda jest na swój sposób odpychająca w swoim zadufaniu, mąceniu lub nieporadności życiowej. Każda patrzy tylko na swój czubek nosa nie wykazując większych refleksji, ani zainteresowania drugim człowiekiem, bez wietrzenia w nim interesu dla siebie. Czytając Dziewczynę z pociągu Wiatr miał niemiłe wrażenie, jakby ten brak zastanowienia, empatii, chęci zrozumienia, stał się obowiązującą aktualnie normą w świecie konsumpcjonizmu i zaspokajania swoich potrzeb i instynktów. I nie była to wizja radosna, ani nie było w tym nadziei, że będzie, że może być inaczej… Nie ma tu jednego głównego  bohatera, inteligentnego detektywa, komisarza, policjanta, ani nikogo takiego, z kim czytelnik może przeżywać wspólne emocje, bać się, dedukować, kochać, odchodzić… Są za to kobiety. Trzy. Każda z pokręconą osobowością. Żadna epizodyczna postać kobieca również nie wygładza tego zaprezentowanego nam wizerunku kobiety zamkniętej w swoich traumach, normach, zachciankach, niespełnieniach. Są one egoistyczne, jakby przepełnione testosteronem z miejskiej dżungli. Walczą nie patrząc na straty, walczą by przetrwać, biorą, by mieć, dają, by zaraz odebrać. Samotne, mimo mężów, kochanków. Z ciągłym poczuciem niedosytu i niezaspokojenia.

Mężczyźni swoją męskość przejawiają w przemocy słownej i fizycznej lub uległości wobec kobiecych sztuczek i dodają nam raczej kolejnych porcji irytacji na naiwnych facetów myślących nie tym końcem co trzeba i dopełniając wizerunku świata przedstawionego, jako miejsca niezbyt przyjaznego.

Sama zbrodnia, jak i odkrywanie kolejnych niewiadomych nie jest ani zbyt emocjonujące, ani nawet na pierwszym miejscu w powieści. Pierwszy plan bezapelacyjnie zajmują kobiety i ich sposoby na przetrwanie w dżungli szybkich miłości, wiecznych zwycięzców, życia według niejasnych reguł.

Może to jednak jest niezła literatura, skoro zostawia coś w głowie i ciele. Niekoniecznie to, co chcielibyśmy, by zostawiła, ale jednak…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *