Czytasie

Od nowa

Przemoc zaczyna się od przyjęcia założenia, które brzmi: mam prawo cię kontrolować.

Na fali coraz bardziej wyraźnego kobiecego ruchu w Polsce i na świecie powstają nie tylko spontaniczne akcje społeczne, których przykładem może być #metoo #jateż,  ale zaczyna być słyszalny głos kobiet, które potrafią w obronie kobiet walczyć zmieniając ten patriarchalny świat na miejsce bardziej przyjazne obu płciom, które pokazują miejsca i mielizny, na których jest jeszcze dużo do zrobienia w kwestii równego traktowania.  Rebeca Solnit w swoim niewielkim zbiorze esejów „Mężczyźni objaśniają mi świat” dotyka tak ważnych i tak bagatelizowanych i lekceważonych spraw, jak choćby prawo do mówienia, do bycia słuchaną, do posiadania praw, do uczestnictwa, do bycia szanowaną, do bycia pełną i wolną istotą ludzką.

Nie są to napastliwe teksty, ale głęboko feministyczne. Pokazujące jak wiele jest jeszcze do zrobienia w drodze do równego traktowania obu płci, jak wiele rzeczy wymaga naprawy, jaka przepaść niekiedy otwiera się i brak chęci zasypania tego cholernego dołu. Może to lęk przed utratą pozycji i swojej ważności (w mniemaniu mężczyzn o sobie samych). Jak trudno jest niektórym ludziom wpuścić żeńską jakość do zastałych układów, skostniałych instytucji, niechętnych umysłów. Piszę tu o ludziach, bo to nie tylko mężczyźni ale i kobiety tkwią ciągle w ułudzie patriarchalnego porządku świata i każdą zmianę traktują jako zagrożenie, z którym trzeba walczyć, przeciwstawiać mu się, której nie mają najmniejszej woli uszanować, ani nawet próbować zrozumieć. Przez żeńskość rozumiem tu delikatność, subtelność, miękkość, rozmowę, słuchanie i słyszenie i wiele innych cech przejawiających się przecież nie tylko w kobietach. Świat naprawdę jest o wiele bardziej skomplikowany, albo inaczej, o wiele bardziej bogatszy niż tylko czerń i biel.

Solnit jest wykształconą, kompetentną historyczką, polemizuje z Susan Sontag i Virginią Woolf, przytacza fakty, zdarzenia wraz z ich późniejszymi konsekwencjami i posiłkuje się mitami łącząc wszystko w jedną zgrabną całość. Mam wrażenie, że gdyby nie mogła się pochwalić dużym dorobkiem naukowym okrzyknięta by została pieprzoną feministką i zlekceważona jak wiele innych kobiet stających w prawdzie i walce o równe prawa. Szczęśliwie w tym rankingu na tytuły naukowe i tytuły książek zdecydowanie wygrywa wytrącając swoim adwersarzom i mężczyznom, o których pisze argumenty o niedostatecznej wiedzy. Znamienna jest zresztą przytoczona historyjka o pewnej rozmowie z mężczyzną, który słysząc, że popełniła książkę o Eadweardzie Muybridge’u nie dał jej dokończyć przekonując, że na ten temat już napisano świetną pozycję. Tak perorując w swoim zadufaniu nie wiedział, że mówi właśnie o książce Solnit.

Przemoc, to jeden ze sposobów uciszania ludzi, odmawiania im głosu i odbierania wiarygodności, utwierdzania się w prawie do kontrolowania innych i stawiania tego prawa ponad ich prawem do istnienia.

Wiem, że świat nie jest czarno biały, że chodzą po tej ziemi świadomi, pełni swojej męskiej mocy mężczyźni nie mający potrzeby umniejszania kobiet, odbierania im głosu, decydowania za nie. Jednak nawet największym feministom w moim otoczeniu zdarzało się usadzać kobiety, odbierać im głos, lekceważyć. I nawet największym feministkom zdarza się ulegać dla świętego spokoju, milczeć, nawet wtedy, gdy mają coś do powiedzenia, wstydzić się swojej niewiedzy, robić kolejne kursy i stopnie zawodowe tylko po to, by mieć papier, by uwiarygodnić swoją osobę w oczach tych, którzy nią i tak pogardzają. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem.

Feminizm (…) to radykalny pogląd, że kobiety są ludźmi.To zdanie wypowiedziane w 1986 r przez pisarkę Marie Sheer i zacytowane w książce Solnit stało się dla mnie kamieniem, którym dostałam w głowę. Tak, czasami tak właśnie czuję, że na miano człowieka zasługują tylko biali heteroseksualni mężczyźni, bo ani kobiety, ani ludzie LGBTQ, ludzie innej wiary, o innym kolorze skóry nie są tutaj na równych prawach. Jednocześnie czuję podskórnie, jak bardzo jest to krzywdzące. Wszystkich. Także mężczyzn. Także tych, którym się wydaje, że cała ta zmiana jest do niczego nie potrzebna, a nawet szkodliwa. Że babom poprzewracało się w głowach. I podobnie jak autorka esejów chciałabym, by korzyści płynące z równości, były widoczne i wyraźne. I żeby o to, czy ktoś jest szczęśliwy w związku, czy planuje dziecko, jak godzi karierę i wychowanie dzieci itp. pytano obie płcie.

Wyzwolenie kobiet przedstawia się często jako ruch, który zamierza naruszyć lub przejąć męską władzę i przywileje, jak gdyby w ramach jakiejś ponurej gry o sumie zerowej w tym samym czasie tylko jedna z płci mogła być wolna i potężna. W rzeczywistości albo razem cieszymy się wolnością, albo też wszyscy i wszystkie gnijemy w niewoli. Stan umysłów tych, którzy uważają, że muszą wygrać, że muszą dominować, karać, sprawować najwyższą władzę, musi być straszliwy i daleki od wolności – porzucenie tych nieziszczalnych pragnień byłoby prawdziwym wyzwoleniem.

Mężczyźni objaśniają mi świat / Rebecca Solnit ; przeł. Anna Dzierzgowska. – Kraków. – Karakter, 2107

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *