Czytasie

Matka

Jak patrzę na zdjęcie Sheili Kitzinger na okładce jej autobiografii, to widzę kwintesencję matczyności. Jest piękna pięknością matki. Dobrej, czułej, rozumiejącej, pomocnej, obecnej. Z wyciągniętą ręką, żeby podać ci, gdy upadasz. Z kubkiem herbaty, gdy obolała wracasz do rodzinnego domu, by przetrwać trudne chwile. Ale też ze słowem dodającym odwagi, gdy boisz się ruszyć przed siebie. W jej uśmiechu nie  tylko jest czułość, ale również niezłomność, wytrwałość, odrobinę szaleństwa i odwaga. Dużo odwagi. W mówieniu prawdy i robieniu tego, co się kocha. Z książki wyłania nam się najbardziej zapracowana kobieta świata. Matka pięciu córek, żona jednego męża, antropolożka, edukatorka porodowa, feministka walcząca o kobiety, niezmiennie ciekawa świata i drugiego człowieka, wrażliwa na krzywdę, kochająca swoją kobiecość, w pełni akceptująca swoje ciało, cielesność, fizjologię, bez lęku mówiąca o tym, co ludzie, kościół katolicki, purytańska obyczajowość i napuszone środowisko lekarskie sprowadziło do mechanicznego, taśmowego lub problematycznego porodu, połogu, pokwitania, przekwitania. Jako antropolożka  porównywała zachowania podczas porodu i połogu w różnych, nawet odległych kulturowo krajach i nacjach, mówiła zarówno o cielesności, ale i psychice kobiety, potrzebach, pragnieniach, naturze, o tym, co jest normą, a czego nasza europejska kultura nie akceptuje lub traktuje w wykrzywiony, spaczony sposób. „Pasja narodzin” jest daleka od pruderii. A sama Sheila Kitzinger bezpośrednia, szczera, autentyczna, nie stroniąca od intymnych zwierzeń.

Jej książki, prace naukowe, wyjazdy, seminaria, wykłady w różnych częściach globu, badania naukowe, spory ze środowiskiem medycznym w licznych artykułach, wywiady zajmowały jej lwią część życia, tak że aż nieprawdopodobnym wydaje się, że miała jeszcze czas na wychowanie pięciu córek, pracę w starym domu, który sama urządziła oraz sztukę, którą kochała równie mocno jak swoje zawodowe czynności. Malowała obrazy, tkała, i tworzyła poezje z pasją równie wielką, jak opowiadała o porodach, oddychaniu, parciu, połogu.

Amanda Greavette
Amanda Greavette

Ta pulchna, pełna niespożytej energii kobieta stworzyła fajny dom z mężem Uwe, człowiekiem o nienagannych manierach, poznanym w trakcie pierwszego roku studiów. Otwartość z jaką opowiada o ich wzajemnej fascynacji erotycznej nie ma w sobie nic z sensacji i podglądactwa. Jest szczera i prostolinijna, taka jak była cała Sheila. To wzajemne nienasycenie przetrwało wiele lat i sprawiało, że obydwojgu  życie sprawiało po prostu przyjemność.

Zresztą mam wrażenie, że wiele zdarzeń z życia Sheili opisanych jest pod kątem przyjemności, jakie daje życie. „Ojciec (…) nosił garnitury z tweedu, palił fajkę i choć był krawcem najbardziej lubił strzelać z dubeltówki i zajmować się swoimi świniami. Trochę też gotował, co nie zdarzało się często wśród mężczyzn z jego pokolenia„.  Przyjemność – to właśnie znamienne i najważniejsze słowo tej autobiografii. Nie walka, przetrwanie, rozdrapywanie ran, ale właśnie przyjemność. Dlatego tak bardzo ta książka różni się od innych. Sheili sprawiały przyjemność nie tylko doznania zmysłowe, które odnajdywała nie tylko w seksie, nie tylko pasja naukowca i odkrywanie nieznanego, ale przyjemność sprawiało jej samo życie. Drugim słowem, które jest tutaj zupełnie naturalne i oczywiste jest szacunek. Szacunek dla poglądów, dla osobistych decyzji, szacunek dla drugiego człowieka i dla samej siebie! Wychowana przez feminizującą matkę w wieku dziewięciu lat podjęła decyzję o niejedzeniu zwierząt, co spotkało się z lekkim zdziwieniem, ale zostało zaakceptowane. (To było ok 1939 roku!). „Matka była feministką, choć wtedy by się tak nie nazwała, oraz zadeklarowaną pacyfistką, wiecznie rzucającą wyzwanie potężnym instytucjom. Ojciec popierał to, w co wierzyła matka. Bardzo ją kochał i podziwiał. Nie było to dla niego łatwe, bo sam wywodził się z tradycji Wesleyańskiego metodyzmu. Unitarianizm matki oparty był na zasadzie tolerancji i całkowicie niedogmatyczny„. Otwarty dom kreował otwarte umysły i niebywałą ciekawość świata. To szukanie, szperanie, uczenie się tego, co nas interesuje, doświadczanie różnorodnych zjawisk, przebywanie w różnych środowiskach, rozmowy z ludźmi z odmiennych politycznie i klasowo środowisk sprawiało, że Sheila stała się taką an nie inną osobą. Lesbijska orientacja trzech z pięciu jej córek została przyjęta z naturalnością i szacunkiem do drugiego człowieka. Nie ukrywam, że taka postawa, otwartość, nieskrępowane zaspokajanie ciekawości obudziły we mnie tęsknotę i rozżaliły, że moje dzieciństwo i młodość nie wyglądały podobnie, że w naszym kraju za ciekawość idzie się do piekła, a otwartość jest powodem do hejtu. Tajemnice, kłamstwa, przeinaczanie historii i kombinowanie są normą, zaś prostolinijność utożsamiana z głupotą.

U podstaw jej (matki) filozofii wychowania znajdował się szacunek dla dziecka. Starała się rozwinąć w nim samodzielność i pewność siebie, ale także świadomość potrzeb innych, a nie tylko skupienie się na własnych zmartwieniach. Nie miało to nic wspólnego z ograniczaniem naturalnych impulsów dziecka tak, by wpasowywało się ono w kulturalne towarzystwo. Grzeczne, spokojne dziecko może wyrosnąć na  głęboko niezrównoważonego dorosłego. Niemowlę nie jest pustą tablicą, na której rzeźbimy upragniony przez nas wzór. Nie jest też dzikim zwierzęciem, które trzeba oswoić. Dzieci nie są naszą własnością. Odmowa miłości, albo groźba jej utraty uczy dziecko, że cenimy je tylko wtedy gdy się nam podporządkowuje. Wychowałam dzieci w ten sam sposób. Wierzę, że świat potrzebuje nonkonformistycznych jednostek, które nie obawiają się walczyć z systemem, ani stawiać czoła tyranii, są krytyczne wobec systemu socjoekonomicznego i politycznego oraz angażują się na rzecz wprowadzania konstruktywnych zmian. To się nie uda, jeśli wytrenujemy je do posłuszeństwa jak naszych psich ulubieńców.

Nie tylko seksualność, ale i światopogląd na tematy ciała, cielesności, fizjologii i seksualności ukształtowały zarówno doświadczenia kontaktu fizycznego z koleżanką, o którym znowu pisze pięknie, bez pruderii i zawstydzenia, prób molestowania jej przez przypadkowego mężczyznę, pięknego odkrywania seksu w czasie studiów („W Oksfordzie odkryłam też seks, mieszankę filozofii, religii, oraz fizycznego podniecenia w – gdzieżby indziej – Towarzystwie Badań nad Religiami Wschodu.„), antykoncepcji (którą mogły legalnie stosować wtedy jedynie mężatki), poronienia i aborcji, która na początku lat pięćdziesiątych była karalna.

Amanda Greavette
Amanda Greavette

Zdjęcie z jej własnego porodu zachwyca naturalnością, spokojem, wewnętrzną radością, człowieczeństwem. Na sobie samej eksperymentowała, obserwowała swoje zachowanie, emocje, fizyczne objawy, była swoim pierwszym doświadczeniem. Tak pisze o swoim pierwszym porodzie „(…) zdałam sobie sprawę, że będę oddawała swoje ciało pod kontrolę instytucji, która narzucała koncepcję narodzin całkowicie odmienną od mojej. Chciałam tego za wszelką cenę uniknąć. W końcu zdecydowałam się na inne rozwiązanie: poród domowy z pomocą położnej, która wiedziała jak pomagać kobietom rodzić w sposób jak najbardziej naturalny i spontaniczny. (…) Moje dziecko było moje, a ja chciałam je poznać jak najlepiej już od pierwszych chwil. Czułam, że mogę zaufać mojemu ciału.” Niesamowity jest opis samego porodu. To kwintesencja kobiety. Jej pełnych możliwości. Jest doświadczaniem boskości. „To były początki mojego zaangażowania się w rozumienie spontanicznych i niewymuszonych rytmów drugiej fazy, aby znaleźć odpowiedź, jak kobiety mogą rodzić bez podejmowania walki z własnym ciałem ani wystawiania się na pokaz – jak otworzyć się i urodzić bezurazowo. Moje własne doświadczenie zapoczątkowało zainteresowanie psychoseksualnymi aspektami porodu, krytyczne podejście do niepotrzebnych i kaleczących interwencji chirurgicznych wykonywanych w ginekologii i położnictwie oraz determinację do walki z bezsilnością i prześladowaniem kobiet w systemie medycznym zdominowanym przez mężczyzn.

Jej nowatorskie podejście do porodu, które prezentowała w swoich książkach, krytykowane  przez środowisko medyczne polegało na pokazaniu, że narodziny dziecka są i mogą być przeżyciem psychoseksualnym. To już nie było tylko stwierdzenie, że „poród nie musi boleć”, ale głęboka analiza i zrozumienie tego, co dzieje się w organizmie kobiety podczas wszystkich faz porodu. „Krytykowano mnie z opisywanie rodzenia w sposób seksualny, jakbym wymuszała na kobiecie aktywność seksualną i utożsamiała narodziny z orgazmem. Ale dla mnie poród był intensywnym doświadczeniem psychoseksualnym. Nic w tym zaskakującego, bo tak poród, jak i laktacja wyzwalają te same hormony, co pobudzenie seksualne i w obu przypadkach mamy do czynienia z ekspresją stanu umysłu, a nie tylko ciała.” Pierwsza książka Sheili (wtedy matki czwórki dzieci) pt. „Szkoła rodzenia” wyszła w 1962 roku.

Od lat pięćdziesiątych położnictwo i ginekologia zmieniły się pewnie diametralnie, choć i teraz mam wrażenie lekarze lubią grzeczne i uległe pacjentki, które nie kwestionują nieomylności pana doktora. Pani Kitzinger przytacza słowa jednego z ginekologów położników, który wypowiada się o swoich pacjentkach „Najważniejsze, żeby rozumiała, co mówię, słuchała tego, co mówię, robiła to, co jej każę i wierzyła w to, co mówię”. „Autorytarna i zdominowana przez mężczyzn dyscyplina pozbawiała kobiety wyboru oraz dostępu do informacji i traktowała je jak ignoranckie, małe dziewczynki, niezdolne do zrozumienia, co się robi z ich ciałami„. Co prawda swoje dzieci urodziłam już jakiś czas temu i może coś w tej kwestii się zmieniło, ale mam wrażenie, że traktowanie kobiet, jakby były niespełna rozumu zostało wywieszone w szpitalach jako jedenaste przykazanie.

Matkę traktuje się jak puszkę sardynek, którą otwierają specjaliści, by dostać się do jej zawartości. Nie zawraca się jej głowy sprawami technicznymi, a nad jej leżącym ciałem mówi się rzeczy, których nie ma rozumieć.” Do gwałtu przyrównywała porody, w których kobiety zupełnie pozbawione były kontroli.

Jej rozumienie seksualności i zmysłowości kobiet było i jest rewolucyjne i różniące się od standardowych podręczników uczących różnych pozycji. Jest duchowe, tantryczne, choć ona zupełnie tak o tym nie mówi. Jednak jej słowa o tym, że „w chwili podniecenia całe ciało kobiety może stać się sferą erogenną, a energia seksualna przepływa przez każdy milimetr ciała – palce u rąk i u nóg, głowę – jest wszędzie” są dla mnie bardzo zgodne z świętą seksualnością.

Amanda Greavette
Amanda Greavette

Sheila Kitzinger całe życie poświęciła na to, by przywrócić kobietom godność rodzenia dzieci, by odzyskały zaufanie do swoich ciał, do swojej mocy, do wewnętrznej intuicji, która przytłoczona tysiącami wskazówek od tych, którzy „wiedzą lepiej” poddała się i nieużywana umarła. Walczyła z okaleczaniem kobiet w imię religijnych lub społeczno-kulturowych nakazów, z nagminnym nacinaniem kroczy, podawaniem bez umiaru oxytocyny, odbieraniem dzieci po porodzie i przetrzymywaniem ich w jednym pomieszczeniu. Walczyła ze świadomością lekarzy, którzy faszerowali płaczące niemowlęta lekami na uspokojenie (sic!), zamiast zaoferować wsparcie matce oraz uświadamiała kobiety na temat macierzyństwa, praw jej przysługujących, budziła uśpione instynkty i intuicje, uczyła jak zaufać sobie, jak kobieta mogła zacząć współpracować z własnym ciałem, zamiast z nim walczyć. I mimo, że jej kolejna książka „Narodziny” okazała się bestsellerową afirmacją ciąży i naturalnego porodu, to nieustannie powtarzała, że popiera prawo każdej kobiety do podejmowania własnych decyzji (czy urodzić, czy nie), „To jej ciało – jej dziecko – jej życie„. Oprócz rodzenia i wychowania dzieci w sposób nieskrępowany, uważała, że taką samą wagę i godność powinno się poświęcić umieraniu. Odseparowanie człowieka od jego własnego ciała skutkuje tym, że człowiek przestaje ufać sobie, przestaje wierzyć swojej intuicji, zaczyna być automatem kierowanym przez zewnętrzne siły, przez systemy i organizacje. To przerażająca wizja.

Krytycznie wypowiadała się o popkulturalnej papce, która wtłacza do głowy niestrawne przekonania i fantazje. „Kiedy kobiety czytały romantyczne powieści, mężczyźni czytali pornografię. Ani romanse, ani pornografia nie traktują seksu w realistyczny sposób; nie uznają też kobiety za pełnowartościową osobę.” „(…) każda z nas musi przyjąć odpowiedzialność za sposób, w jaki pożytkujemy naszą energię seksualną.”

Życie Sheili Kitzinger skupione było wokół porodu i kwestii okołoporodowych. Ona jedna zdołała swoją pasją i zaangażowaniem bardzo dużo zmienić w Wielkiej Brytanii i wielu krajach, o których wspomina, jeśli chodzi o kwestie rodzenia dzieci. W Polsce, mimo różnych akcji i już całkiem znośnych standardów szpitalnych każda z rodzących kobiet może opowiedzieć swoją historię porodu. Ile z nich będzie tkwiło w zachwycie? Jestem przekonana, podobnie jak autorka, że moment urodzenia dziecka stał się dla wielu z nas momentem przełomowym. Wyzwolił on wielką siłę, determinację, odwagę i nową energię. To cud i magia w jednym.

Pasja narodzin: moje życie – antropologia, rodzina, feminizm / Sheila Kitzinger. – Warszawa: Mamania, 2016.

 Dla podtrzymania pełnego piękna i pełni kobiecości zajrzyj TUTAJ na stronę malarki Amandy Greavette, której obrazki dzisiaj ubarwiają tekst.

A TUTAJ możesz zobaczyć przepiękny poród na łonie natury. Z miłością i pełną świadomością tego, co się właśnie wydarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *