Czytasie

Kocha – nie kocha

„Jeszcze czego”, książka odbierana jako krytyka mężczyzn jest tak naprawdę o kobietach. Głęboko feministyczna, ujmująca się za kobietami w każdym calu, w każdej sytuacji i aspekcie życia. Traktuje o poczuciu własnej wartości, o tym jak łatwo nam je odebrać i jak długo musimy pracować nad tym, by same siebie uznać za pełnoprawne członkinie społeczeństwa. A naprawdę nie jest to proste. Nic i nikt nam nie ułatwia i nie uprzyjemnia tej drogi. Młynarska daje masę przykładów jak dużo jeszcze jest do zrobienia w kwestii równouprawnienia, równoważności w społecznym dialogu, równym traktowaniu nie tylko jeśli chodzi o płace, wiążące decyzje, postrzeganie w mediach, ale o codzienne spoglądanie w lustrze na samą siebie!

„Społeczny przekaz kierowany do kobiet brzmi – „Musisz być mądra, ale głupia, – przemądrzałe są samotne. Silna, ale słaba – bo ci chłop wpadnie w kompleksy! Brzydka, ale ładna – weźże się wystylizuj! Gruba, ale chuda – ciąża to nie choroba! Stara, ale młoda – ogarnij się kocmołuchu! (…) Masz pracować, mieć czas dla rodziny, wychowywać, nie mieć cellulitu i zmarszczek, ale też nie wstrzykiwać żadnego botoksu! Masz mieć dobre geny i zbilansowaną dietę. Masz być wyuzdaną kochanką i perfekcyjną panią domu, spalać tłuszcz na siłowni i chudnąć bez wysiłku. Masz gotować jak Gessler i wyglądać, no niech już będzie – jak Torbicka.” Papka medialna, papka społeczna, papka mielona przez same kobiety, które uwierzyły, że bycie „jakąś” definiuje je w życiu. Muszę być „jakaś” – chudsza, mądrzejsza, ładniejsza, z większym biustem, z mniejszym nosem, bardziej uległa, bardziej stanowcza, młodsza, wydepilowana, zawsze do dyspozycji, zawsze gotowa do działania, bez kobiecych fochów, ukrywająca gorszy dzień, zawsze w pionie, zawsze pomocna, itp… Nie przeczę, że też ulegałam tym podszeptom. Od jakiegoś czasu zauważam matrix wokół mnie i to pragnienie dostosowania się do tych wyimaginowanych wymogów znacznie osłabło. To pewnie doświadczenie, które przyszło z wiekiem, albo większa świadomość, która pozwala dostrzegać sprawy takie jakimi one są. Patrzę na siebie i naprawdę nie chcę już być stworzona i wykreowana według najnowszych trendów. Lubię tę osobę, która patrzy na mnie z lustra, choć polubienie jej zabrało mi masę czasu i energii.

Wróćmy jednak do książki. „Widział ktoś pisarza, który odrywa się od roboty, żeby rozwiesić pranie, albo wstawić zupę?” Nie tylko pisarza. Jeśli ty i twój partner robicie coś w danej chwili, to wiedz, że Twoja praca jest na pewno mniej ważna niż jego i w każdej chwili możesz zostać wezwana, bo on chce się coś zapytać, albo ma prośbę o herbatę, przekąskę, lub cokolwiek innego. W drugą stronę to ni działa, bo On jest zajęty. Znasz to? Znasz robienie pierogów na zapas gdy wyjeżdżasz na trzy dni? Organizowanie wakacji, bo on się nie zna, pilnowanie remontu, bo on pracuje, (ty też, ale przecież twoja praca jest mniej obciążająca), itp. Jasne, że to wszystko są generalizajce. Nie każda z nas ustawia się na końcu łańcucha pokarmowego swojej rodziny, ale nawet, jeśli nie ty gotujesz obiad z 40 stopniową gorączką, bo On musi coś zjeść ciepłego, ani nie prosisz o pieniądze na zakupy, bo przecież On uważa, że skoro nie pracujesz, to ci się nie należy, to na pewno kogoś takiego znasz. Ja znam. Znam naprawdę dużo takich kobiet, które uważają swoją poślednią pozycję w rodzinie za coś naturalnego. Czasem dziwię się, że nie jedzą z miski pod stołem, bo przecież uważają, że wszystkie lepsze kąski należą się Panu, potem dzieciom, a ona zadowala się tym, co nie zeszło ze stołu. Młynarska na ten temat ma jedno zdanie – „Nie ma miłości bez równości.” Co gorsza uświadamia, że skoro „Nie mam miłości do siebie, nie będę kochała innych kobiet”. Widzicie to? Całe tabuny kobiet, które w lustrze widzą wroga i wroga w każdej kobiecie potrafią zobaczyć? Znasz takie? Ja znam.

„Byłam ładna, ale czułam się jak śmieć. (…) Bycie ładną nie czyni kobiety szczęśliwą. Jest bonusem, wartością dodaną, fajnym prezentem od losu. (…) Jeśli w dzieciństwie nie mówili ci, że oprócz tego, że ładna, jesteś też mądra, mocna, dzielna, pomysłowa, dobra, wartościowa, inteligentna i nagle wyrastasz na bardzo atrakcyjną dziewczynę, jesteś na najlepszej drodze, by spieprzyć sobie życie.” Znane? Może jesteś tą szczęściarą, która od początku świata wiedziała, że jej wartość nie opiera się na wyglądzie zewnętrznym, jednak nikt, kto ma dzieci w wieku nastoletnim nie powie mi, że świat Snapchata, Instagrama, Facebooka, klubów, szkolnych korytarzy, podwórek, nie opiera się na budowaniu przewagi na urodzie. Jak wielkiego wysiłku trzeba, by nie ulec pokusie bycia najładniejszą, jak bardzo widok wystylizowanych, powyginanych w seksownych pozach młodych dziewczyn wpływa na postrzeganie własnej, tak niedoskonałej osoby? Jak zbudować swoją wartość, gdy wszyscy wokół wymagają tylko, żebyś była ładna i szczupła?

Młynarska rozprawia się z facetami. Nie z mężczyznami, ale właśnie facetami. Nie zostawia na nich suchej nitki. Pomna własnych doświadczeń i tysięcy wysłuchanych rozmów w Mieście Kobiet w gorzki sposób klasyfikuje najgorsze przypadki męskiego szowinizmu, przemocy, manipulacji, itp. I nie robi tego z zemsty za swoje nieudane małżeństwa, ani z chęci wyśmiania, ale z troski o kobietę, która nienauczona bronić siebie, skołowana kłamstwami, zaczadzona ślepą miłością, osaczona sytuacją bez wyjścia, brnie w związek bez przyszłości, pełen manipulacji, agresji, upokorzeń, nie próbując walczyć o siebie. I pewnie, że i kobiety mają diabła za skórą i niejednemu chłopu krwi napsuły, ale przez to, że jest w nas masochistyczna skłonność do poświęceń, ratowania, opiekowania się, to kobiecie trudniej zamknąć za sobą drzwi i po prostu się ze związku ulotnić. Oczywiście nie da się tego opowiedzieć bez pewnego generalizowania, co autorka sama przyznaje, tym niemniej, nie jest to wesoły obrazek, panowie. Z tekstu czuć taki pesymizm, jeśli chodzi o męską część populacji, że poczułam ulgę, że udało mi się znaleźć mojego męża i przeżyć z nim 20 lat, bo z książki wyraźnie widać, że to ewenement.

Równie dużo miejsca Młynarska poświęciła traktowaniu kobiety przez państwo polskie. Absurdy związane z regulacją urodzeń, podsycane przez aktualnie prowadzony spór o zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej, traktowanie kobiet jakby były niespełna rozumu, prawne rozwiązania dotyczące małżeństwa nieletniej, wizyty u lekarza ginekologa, to wierzchołek góry lodowej. Naprawdę jest się czym oburzać, co uświadamiać i co ZMIENIAĆ. I dobrze! Nie wierzę, że ktoś zmieni to za nas, kobiety. Mam głębokie przekonanie, że to, co się zaczęło, gdy episkopat odmówił nam działania w zgodzie z własnym sumieniem, a co odradza się już od jakiegoś czasu w tworzonych spontanicznie kobiecych kręgach, przybierze na sile i stanie się potężną erupcją energii, która zmieni porządek świata.

Do książki dołączony jest tekst Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Do przeczytania.

Jeszcze czego: nie ma miłości bez wolności / Paulina Młynarska. – Warszawa: Prószyński i S-ka, 2016.

1 komentarz na “Kocha – nie kocha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *