Czytasie

Historia czerwieni

Czerwień w tytule artykułu oznacza historię wstydu i krwi, która tak mocno jest atrybutem kobiety, i która w „Ginekologach” Jürgena Thorwalda spływa po rękach lekarzy chorób kobiecych w rzeczywistości, podczas pionierskich operacji i w przenośni, gdy przez swoje zadufanie, bezwzględność, butę, arogancję, zaniedbanie, lekceważący stosunek do kobiet i odkryć kolegów po fachu oraz bezwzględne podporządkowanie się kościołowi skazali na śmierć rzesze kobiecych istnień. Wstyd natomiast nie jest tu wstydem kobiet, bo te w rozpaczy swojej choroby były w stanie do największych poświęceń, stawały się królikami doświadczalnymi w rękach często barbarzyńskich lekarzy, były posłuszne, ciche i zdeterminowane, ale jest to historia wstydu, jaki nałożył kościół katolicki na wszelkie sprawy wokół seksualności, kobiecości, intymności, fizjologii, poczęcia i narodzin, które do dnia dzisiejszego są przedmiotem społecznych sporów i kłótni. Jak bardzo kościół odciął człowieka od jego własnej fizyczności. Jak na wiele sposobów sprawiał i sprawia, że kobiety (bo to o nich ta książka), umierały w męczarniach bez nadziei, bez pomocy. Jak przekonał ludzkość na stulecia, że życie kobiety jest warte tyle, co nic.

Thorwald, zmarły w 2006 r. pisarz i dziennikarz, genialnie opisał historię chirurgii w „Stuleciu chirurgów” i „Triumfie chirurgów”. Laikowi, takiemu jak ja, niejednokrotnie mroziło skórę podczas opisów wycinania np. kamieni moczowych, czy próbach badania mózgu na żywych psach, którym otwierano czaszki. Jednak „Ginekologów” przeżyłam dodatkowo, jako kobieta, która doskonale potrafi wczuć się w te wszystkie przeszłe pokolenia, która swój ród ma zapisany w genach, dla której wszystkie traumy, śmiertelne porody, choroby, które dziesiątkowały kobiety, są niczym DNA, odczytywane bezwiednie i intuicyjnie. I nie mogłam wyjść z zachwytu nad kobietami. Bo o ile jest to książka opisująca pionierów w dziedzinie ginekologii, wizjonerów, prekursorów, czasem przypadkowych odkrywców, często docenionych pod koniec życia, po latach zmagań z aparatem kościelnym i rzeszą niechętnych kolegów po fachu, to cały czas miałam wrażenie, że głównymi bohaterkami są właśnie kobiety. Te wymienione z imienia i nazwiska, odnalezione w annałach historii medycyny, jak choćby Jane Crawford każąca otworzyć sobie brzuch i wyciąć na żywca, jak się okazało 9 kilogramową cystę będącą przyczyną jej cierpień, czy niewolnica Lucy, która bez aseptyki i znieczulenia poddała się 27 brutalnym operacjom przetoki (dziury między pochwą, odbytem i pęcherzem pozostałą po porodzie i grubiańskich dłoniach akuszerki), Mary Watson, która jako pierwsza rodziła dziecko nago, jako przykład poglądowy dla studentów medycyny, Elizabeth Bennet, która skutecznie przeszła operację cesarskiego cięcia i podwiązania jajników, w czasach gdy otwarcie brzucha stanowiło śmiertelne zagrożenie, ale również całej rzeszy bezimiennych pacjentek, które poddawały się próbom naświetlania radioaktywnym radem, lub mezotorem, którym wycinano macice w zawodach na czas, sprzeczając się o pierwszeństwo metody brzusznej, lub waginalnej, podczas której masakrowano im pochwy, uszkadzano pęcherze, przecinano jajowody, które rodziły w barłogach, przegryzając pępowiny własnymi zębami, na których wypróbowywano znieczulenia chloroformem powodując śmierć noworodków i kalectwo matek, które wychodziły poza granice swojego wstydu i ze zrakowaciałą kalafiorowatą macicą, szukały pomocy u felczerów i niewiele wiedzących lekarzy, rodziły kolejne dzieci będąc u kresu własnej wytrzymałości, były przedmiotem traktowanym z wysokości pańskiego buta i kościelnej indoktrynacji twierdzącej, że kobiece podbrzusze jest siedzibą zła.

Purytańskie zasady wpojone lekarzom nie pozwalały oglądać kobiet nago. Badanie ich palcem pod pierzyną i warstwą sukien, wchodzenie do pokoju pacjentki na czworaka, by nie ujrzeć przypadkiem chorej, całe wieki przekonań o bólu, który musi towarzyszyć kobietom, stawiania tego, co w mniemaniu kościoła miało być przyzwoite nad rzeczywistą pomoc, współczucie, zrozumienie i wiedzę. Historia tych kilku odważnych wizjonerów, nieustępliwych w poszukiwaniu nowych, coraz bardziej skutecznych metod operacji guzów, cyst, mięśniaków, przetok, raków, badaczy tkanek, położników,  to historia zmagań z kpiną, szyderstwem, zabobonem, wykluczeniem, odrzuceniem i obowiązującym prawem. To historia wstydu i odwagi do tego by żyć.

„Ginekolodzy” / Jürgen Thorwald. – Warszawa: Marginesy, 2016.

1 komentarz na “Historia czerwieni

  1. […] „Od początków cywilizacji (…) płciowość kobiet – stanowi pożywkę dla męskich lęków, choć równocześnie zapewnia rozkosz i potomstwo; budzi pożądanie, ale i nienawiść. Potępiane, odrzucane, znieważane, składane w ofierze i okaleczane, często również poniżane, do dziś bywa traktowane, jak coś, czego kobieta powinna się wstydzić” – pisze Ducret. I na niemal 400 stronach pokazuje wiele przykładów, gdzie wagina była albo w ogóle nieobecna w świadomości, sztuce, medycynie, albo sprowadzona do roli niebezpiecznego narzędzia, któremu nie można pozwolić na wymknięcie się spod kontroli. Jedyną wartością było macierzyństwo. Nie mylcie macierzyństwa z kobietą – matką. Matka sprowadzona do roli inkubatora przestawała być interesująca po wydaniu dziecka na świat. Czy nie wydaje się to Wam, takie jakieś aktualne i bardzo na czasie? Pisał o tym również Thornwald w „Ginekologach„. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *