Czytasie

Edukacja, Głupcze!

Wpadła mi w ręce „Sztuka obsługi penisa” i jestem pod wrażeniem. Bynajmniej nie penisem, ani jego obsługą. Jestem pod wrażeniem skali niewiedzy, przesądów, lęków, braku znajomości własnej fizjologii, jaka panuje wśród mężczyzn. Zdaję sobie też sprawę, że książka napisana przez seksuologa (Andrzeja Gryżewskiego) nie będzie opisywać nudnych przypadków życia czterdziestoletnich facetów w długoletnich związkach, dbających o swoje zdrowie, świadomych swojego ciała i związanych z wiekiem możliwych dolegliwości. Że to najbardziej porąbane przypadki tworzą tą sensacyjną otoczkę i wzbudzają największą ciekawość, czasem śmiech, czasem pobłażliwość i patrzenie z góry. I to generalizowanie, przekładanie na całą męską populację owych opowieści o wiecznie stojącym, zawsze gotowym, niezniszczalnym Stefanie (to częste imię Pana Penisa), to pewnie też jest jakieś nadużycie, choć mam wrażenie, że jednak coś jest na rzeczy. Oczekiwania mężczyzn wobec własnego penisa, który nota bene traktują często jak obcą formę życia niezależną od nich samych i oczekiwania kobiet wobec mężczyzn uwarunkowane panoszącą się wszędzie kulturą maczo, to wielki, niezgłębiony, nieprzegadany i stabuizowany temat.

Spotykając na swojej ścieżce rozwoju różnych mężczyzn i kobiety odbieram wszystkimi porami skóry jak wielka jest potrzeba połączenia, a jak mała jest wiedza jak to zrobić. I jak bardzo się mści brak edukacji w zakresie seksualności człowieka. Szczęściarzem jest ten, kto dostał w szkole pełną wiedzę o swojej seksualności. Szczęściarzem na chwilę. Dlaczego? Bo seksualność się zmienia. Szesnastolatek nie będzie chciał uczyć się o seksualności czterdziestolatka, albo nie będzie go to zupełnie interesować. To przecież lata świetlne i niemal starość dla niego. Więc nawet ci, którzy uważali na lekcjach będą zaskoczeni tym, jak zmienia się ciało, jak zmienia się jego sprawność, szybkość, jak zaczyna funkcjonować zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat wcześniej. Czy mężczyźni rozmawiają ze sobą o swojej seksualności? Stawiam na to, że nie. Bo opowiadanie sprośnych dowcipów i przechwalanie się podbojami to nie to samo, co rozmowa o masturbacji, problemach w łóżku, problemach ze wzwodem, itp. Czy mężczyźni potrzebują takich przestrzeni, by się otworzyć, poczuć bezpiecznie i w nieinwazyjny i niekastrujący sposób dowiedzieć się czegoś o sobie? Jasne. Czy są na taką przestrzeń gotowi? Nie wiem. Wszechobecna pornografia, kult penisa-maszyny, kult mężczyzny-zdobywcy, poczucie przymusu bycia cały czas na posterunku ale także niezbywalne przekonania na temat siebie (muszę być zawsze gotowy) jak i kobiet (jak kobieta nie chce, to w ciążę nie zajdzie) nie dają takiego miejsca do bycia w „nie wiem”.

U kobiet jest podobnie, choć inaczej. Przyzwyczajone jesteśmy bardziej do obserwowania własnego cyklu, zaznajomione z ciałem, które każdego miesiąca ma swoje specyficzne objawy, wydzieliny, reakcje. Jednak i kobiety potrzebują wiedzy, co wybitnie pokazał mi przepiękny kurs Sex&Love School Karo Akabal, w którym brałam udział.

Czytając w Sztuce obsługi penisa o sumie tych wszystkich lęków, o oczekiwaniach, by mężczyzna i jego penis byli  niczym dobrze naoliwiona maszyna, buzująca testosteronem, zawsze gotowi do działania zobaczyłam współczesnych mężczyzn przenoszących winę za swoje niepowodzenia, traumy, strachy, na kobiety. Na ich seksualność. Bo jak najłatwiej można dodać sobie animuszu w swoich własnych oczach? Zamknąć innym usta. Nie pozwolić na ekspresję. Zabronić wyrażać własne potrzeby. Wzbudzić lęk i sprawić, by to w mężczyźnie kobiety upatrywały wybawiciela, pana i władcy. Samemu można wziąć niebieską pigułkę, która dostępna bez recepty sprawia, że to co dotąd mierne staje się na chwilę mocne. A jeśli nawet nie mocne, to i tak nikt nie będzie miał odwagi o tym powiedzieć. Stąd te próby wepchnięcia kobiet w poczucie winy, w odebranie im radości z seksu, spowodowanie, że seks to prokreacja, grzech, strach przed niechcianą ciążą, itp.

A z drugiej strony mam ogrom czułości dla tej męskiej, przykrytej agresją niepewności. Chcę ich widzieć prawdziwie. Bo widzę ich siłę, mądrość, stabilność, ich męską moc stania w świetle, brania odpowiedzialności, wypełniania zadań, bronienia. I chcę im wyszeptać do ucha, że uznaję ich siłę i uznaję ich słabość. Uznaję wrażliwość, lęk i serce, które tak, jak to kobiece pragnie miłości. I jeszcze, że zdejmuję z nich odpowiedzialność za wszystkie przewinienia świata. Od tej pory odpowiadasz tylko za siebie, mężczyzno. Ustalasz własne reguły, idziesz własną ścieżką.

Ta eskalacja wzajemnego niezrozumienia, nieuznania, pogardy, wyższości, oczekiwań doprowadziła do punktu, gdzie trudno jest się prawdziwie spotkać. Do punktu, gdzie to, co kobiece i męskie jest bardzo osobne i bardzo tęskniące za połączeniem. Połączeniem na poziomie serca, świadomości i seksualności, gdzie trudno jest nam siebie słyszeć nawzajem, bo opowiadając jednostkową historię, opowiada się jednocześnie całą historię przemocy i nadużyć. Przemocy wobec kobiet ale i kastrującej, pogardliwej  przemocy wobec mężczyzn. Najwyższa pora byśmy wszyscy uderzyli się w pierś i zaczęli od nowa tworzyć zupełnie nową, akceptującą rzeczywistość.

Gryżewski podchodzi do swoich pacjentów, trochę jak do eksponatów z gabinetu osobliwości. Choć nie odsłania ich tożsamości i ma dla nich nić sympatii, to dziwi się niepomiernie skali niewiedzy, fałszywych przekonań, zakłamania i hipokryzji, w jakiej są oni zanurzeni. Tu można wymienić choćby przekonania o doszywanych penisach lub księżach, którzy kompletnie rozdzielają własną seksualność od tej, której nauczają z ambon. (Tak, księża też odwiedzają seksuologów). Mam nadzieję, że książka nie jest napisana dla wywołania sensacji, ani dla pogrążenia męskiego rodu, jako zbioru dziwacznych, pokręconych osobników. Nie ma prawdopodobnie na celu również pogrążenia mężczyzn jako nieświadomych swojej seksualnej siły ale domagających się zaspokojenia przez te niedobre kobiety, ale jest pomostem, a właściwie małym mosteczkiem, nicią porozumienia między męskością a żeńskością we wszystkich aspektach. No i edukacja, panowie i panie! Do książek marsz! Dopiero potem do sypialni 🙂

Sztuka obsługi penisa/ Andrzej Gryżewski, Przemysław Pilarski. – Warszawa: Angora, 2018 r.

TU możesz jeszcze poczytać o męskiej seksualności, a TU o męskości w dzisiejszych czasach

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *