Czytasie

Drzazga

Zupełnie nie wiem dlaczego po „Górze Tajget” Anny Dziewit-Meller spodziewałam się reportażu o dramatycznych zdarzeniach w historii Lublińca, a znalazłam powieść, która skupiając się na pojedynczych postaciach łączy wątki jednej historii. Historii trudnej, bolesnej, tkwiącej jak otorbiona drzazga pod paznokciem. Niby się o niej nie pamięta, stara nie myśleć, ignorować ten ból i dyskomfort, ale on tam tkwi i nie daje o sobie zapomnieć, przeszywając bólem w najmniej spodziewanych momentach. Cała opowieść zbudowana jest na małym wyimku z nazistowskiej operacji T4 likwidowania ludzi ułomnych, niepełnosprawnych. W Śląskim Szpitalu Psychiatrycznym w Lublińcu uśmiercano dzieci, które trafiły pod „opiekuńcze” skrzydła doktor Laubner (naprawdę była to dr Hecker). 

Siedemdziesiąt lat po wojnie ta zbiorowa zmowa milczenia, to niemówienie, niepytanie, niedotykanie odwraca się w końcu i jak przysłowiowa drzazga uwiera. Nieopowiedziane historie domagają się zaistnienia, pominięci zaczynają płakać, krzywdzeni zapadają się w sobie nie wierząc już w sprawiedliwość, bezbronni czekają na pamięć o tym, co ich spotkało. Ta drzazga, ten chichot losu w postaci uniewinnionych, żywych, często nadal prowadzących aktywne życie zawodowe i wciąż poważanych, ciągle sączy ropę i sprawia ból tym, którzy przeżyli. Anna Dziewit-Meller tą pamięć przywołuje w swojej powieści. Daje głos zarówno tym, którzy wyszli z piekła, przeżyli, a ponoć nie mieli prawa, jak i tym, którzy stali po drugiej stronie, w białym fartuchu, przekraczając granicę bycia człowiekiem.

Bohaterów „Góry Tajget” spotykamy w różnym momencie ich życia i w na przestrzeni wojennych i powojennych lat. Jedni w sile wieku, jak Sebastian, przytłoczony nagle wielkim poczuciem odpowiedzialności za swoje nowo narodzone dziecko, obarczony wcześniej nieznaną mu historią szpitala w Lublińcu staje się nośnikiem zbiorowej pamięci. Zefka i Rysiu, dzieci, którym odebrano dzieciństwo i wszystko to, co do niego należy i starcy, którzy żyją a mieli przecież nie żyć, zgwałceni przez wybawicieli Rosjan i uśmierceni luminalem w lublinieckim szpitalu. Gertruda z podwójną tożsamością, która swój świat zbudowany na kłamstwie skleja od czasów wojny. I mały Adik, wyratowany od śmierci, która może byłaby wybawieniem dla milionów ludzkich istnień.

Mimo pewnej ilości mielizn i płycizn, na których się pani Anna potknęła, myślę, że to książka ważna społecznie. Budząca w nas poczucie, że musimy wiedzieć, musimy pamiętać, musimy pytać tych, którzy jeszcze mogą nam opowiedzieć. Pokazująca, że ta wojna wymierzona w najsłabszych, odsłaniająca okrucieństwo człowieka w skrupulatnym, zimnym realizowaniu ideowego programu partii, w eksperymencie medycznym, którego wytwory w postaci preparatów medycznych przez wiele lat powojennych zasilały prywatne gabinety i akademickie pracownie nie została należycie osądzona i upamiętniona.

Góra Tajget / Anna Dziewit-Meller. – Warszawa: Wielka Litera, 2016.

(Więcej o samej operacji T4 przeczytasz TU i TU i jeszcze TU).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *