Fąfelbooks

Człowieki

Zwierzę domowe siedzi  samo w pustym domu przez 10 godzin, zjada przemysłowo sprasowaną kukurydzę spryskaną olejem, uczone jest rzeczy, które sprawiają przyjemność tobie, karcone jest za rzeczy sprawiające przyjemność jemu. Znasz to, prawda? A pamiętasz ślimaki przyniesione z łąki i zamknięte w słoiku na wieczne zapomnienie, żabę w pudełku, małpkę na sznurku, sowę pięknie pozująca do fotografii. Przecież nie robimy im krzywdy, myślimy, a przynajmniej nie mamy takich zamiarów. Kochamy je całym sercem. Choćby przez chwilę. W zwierzętach widzimy korzyść, lekarstwo lub substytut. Gdy mamy po kilka lat dziwimy się, że myszka nie daje się złapać, a kot nie chce, by go ciągnąć za ogon. Przecież są takie słodkie, takie mięciutkie, dziwimy się, że pokazują nam zęby, na nas warczą, uciekają i nie chcą okazać zainteresowania równego naszemu. Mamy do nich cierpliwość. Przeważnie. Prawie wcale się nie złościmy, gdy nabroją. Jednak doskonale wiemy jak powinno zachowywać się grzeczne zwierzę. Nie rozrabiać, nie hałasować, nie gryźć, nie drapać, nie przeszkadzać, chodzić przy nodze, załatwiać się do kuwety, śpiewać co rano i pięknie pozować do zdjęcia, co byśmy mogli wrzucić je na fejsa.  Odwróć role. W książce Petera Browna to człowiek jest małym „puppy” znalezionym w parku. Jest, jak to człowiek niesforny, wrzaskliwy i nie umie załatwiać się do kuwety. Jest słodziutki i męczący. Ale słodziutki… ale jednak trochę męczący. Mała Lusia lubi się z nim bawić, jest jej przyjacielem, ale jego katastrofalne zachowanie wprawia ją w zakłopotanie.

Te odwrócone role sprawiają, że książka wydaje nam się najpierw zabawna, zaskakująca. Dopiero po chwili można się zamyślić nad kwestią, co to znaczy kogoś udomowić? Jaka jest rola przyrody wokół nas, jaka jest rola rodzica w tłumaczeniu świata? Uśmiechamy się na widok rozrabiającego chłopczyka i podekscytowanej swym znaleziskiem małej niedźwiedzicy. Znalezione dziecko z racji wydawanych dźwięków nazywa Piskaczem. Mały chłopiec też radośnie i ze szczenięcym entuzjazmem uczestniczy w tych wszystkich szalonych zabawach, potem jednak, rozochocony zaczyna dokazywać,  rozrabiać, aż w końcu, nieudomowiony do końca znika. Do Lusi niby dociera prawda, że nie wszystkie stworzenia nadają się do życia w domu, jednak jej  niezachwiane pragnienie posiadania na własność zwierzątka nie słabną, wręcz przeciwnie. Nowy obiekt westchnień widać na horyzoncie.

Nie wiem, czy to nie nazbyt posunięta interpretacja, czy książeczka nie miała w swym zamyśle być tylko takim zabawnym suspensem, ale jakoś nie mogłam się oprzeć. Jeszcze to zestawienie słów w tytule – dzieci – koszmarne – zwierzątka, no to aż się prosi 🙂

Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe / Peter Brown ; przeł. Joanna Wajs. – Warszawa: Nasza Księgarnia, 2015 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *