Czytasie

Było – nie było

Trzepak był nieodłącznym elementem mojego dzieciństwa. Zwisanie głową w dół, niekończące się rozmowy, spacery pod rękę z najlepszą przyjaciółką wokół „Jego” bloku, nierówne płyty chodnikowe, głos mamy wołającej mnie z 10 piętra na obiad, sklepik na rogu z różowymi chińskimi gumkami. Poczucie własnej bezradnej dziecięcości na sączącą się ciemność z telewizora 13 grudnia 81 roku. Pierwsze „prawie dorosłe” sandały na obcasie kaczuszce, kupione cudem w sklepie nad morzem, gdy zgubiłam w piachu paski do poprzednich. Zapach klatki schodowej mojego bloku i zapach mieszkania A. ze snującym się dymem z fajki jej ojca. Widoczki robione ze szkiełek i skrawków roślin. Niezjedzone drugie śniadania, które zieleniały w tornistrze. Pierwsze erotyczne doświadczenia z zaglądaniem sobie do majtek i pierwsze molestowanie w śmietniku pod blokiem. Wakacje na wsi i totalna samotność. Ziemniaki dla świń, ciepłe mleko prosto z krowiego wymienia, cielak ryczący, gdy wychodziłam z obory, kurczak, którego zdeptałam, gdy goniłam kurę i jej stadko. Wyobcowanie wśród rówieśników, zagubienie, tęsknota, poczucie obcości, nieważności własnego zdania. Eksperymentowanie z ciałem i duszą. Próby rozpaczliwego dopasowania się do innych, odrzucenie, upokorzenie, zdziwienie nienormalnością świata, poczucie notorycznego przekraczania moich granic i wyuczona uległość wobec starszych, „mądrzejszych”, „ważniejszych”…

Takich przebitek w pamięci, odblasków, zapachów, faktur, smaków dzieciństwa, każdy ma całe mnóstwo. Zadziwiające jest to, jak zepchnięte w głębiny niepamięci wracają nagle, czasem całkiem nieproszone. Jak jedna rzecz, jeden impuls uruchamia kolejne wspomnienie, kolejny ślad w naszym życiu. Czasami przybierając postać nosorożca, który  gruboskórny i rozwścieczony naciera na nas i nie pozwala się odpędzić. Wanda Hagedorn z takich migawek uczyniła treść swojej książki. Ten memuar nie jest jednak cukierkowym powrotem do dziecięcości, do tkliwości, do anielskości bycia dzieckiem w Polsce. Mieszkająca obecnie w Australii autorka za zgodą swoich sióstr i niechętnym przyzwoleniem matki zanurza się w kurzu socjalistycznego kraju. Wspomnienia wypływają z niej  z każdym skurczem brzucha coraz bardziej i bardziej. To, co miłe zamienia się w niemiłe, to, co traumatyczne, takie pozostaje. Ciekawość zostaje zaspokojona, krnąbrność ukarana, niewinność wykorzystana. Hagedorn opowiada całą historię ze swojego punktu widzenia, ale obecność trzech młodszych sióstr i ich przeżyć, dopełnia tę rysowaną opowieść. Bo cała historia ma formę komiksu. Jacek Frąś wydobył na wierzch to, co między wierszami. Dopowiada obrazem, wypełnia przemilczenia i pauzy. To, co w opowieści brzmi ponuro, w rysunku Frąsia staje się smołowate i ciężkie. To, co jasne, jest jasne, choć raczej jasnością przyprószoną upływającym czasem, może świadomością tego, co potem. Spotkania z ukochaną babcią, przewodniczą po życiu, inspiratorką wyzwolonej miłości, naznaczone są jej późniejszą chorobą, znikaniem, wyprawy nad morze lękiem przed powrotem do domu. Zresztą tych jasnych momentów w życiu sióstr jest w książce niewiele, wiele za to siostrzanej miłości i wsparcia. Wanda Hagedorn odkrywa przed czytelnikiem rzeczy, które zwykle upycha się nogą na dnie swojej duszy i raczej nie wyciąga na wierzch świadomie. Poupychane w zakamarkach wspomnień nie są przywoływane przy rodzinnym stole, nie rozmawia się o nich na niedzielnym obiedzie, czy podczas wigilijnej kolacji, nie wspomina ze śmiechem. Wujkowie majstrujący przy majtkach swoich małych siostrzenic, księża wtulający głowy małych dziewczynek w fałdy swoich sutann, babki lubujące się w wywoływaniu w dzieciach poczucia winy i grzechu, ojcowie kaci, dla których własna racja jest jedyną obowiązującą we wszechświecie, domy, w których miłość się przecedza przez durszlak codzienności i dzieli, jak pojedyncze ziarnka ryżu.

To jest. Po prostu. Z tym się żyje. Tego się nie wspomina. To się tłumi, ewentualnie wykrzykuje oskarżycielsko w gniewie, wyznaje psychoterapeucie na sesji, przekazuje dalszym pokoleniom, albo próbuje uzdrowić poprzez różne praktyki. Można, też jak Wanda Hagedorn napisać książkę albo pamiętnik albo list.

Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się toksyczny ojciec. Jest pierwszym i głównym zapalnikiem tych wszystkich negatywnych wspomnień. Hagedorn pokazuje czytelnikowi to, co przydarzyło się jej i jej siostrom podczas tych kilkunastu lat przeżytych razem w rodzinnym domu. Ale to odbiorca interpretuje świat przedstawiony. Hagedorn po prostu pokazuje migawki z życia. Zabitą kurę, biegnącą bez głowy po podwórku, zwłoki wystawione w wiejskiej chałupie, wakacje na wsi u rodziny w obcym, nieznanym miejscu, akcję ze zrzucaną stonką, odkrywanie przyjemności z masturbacji, zaspokajaną na własną rękę ciekawość erotyczną itp. To czytelnik dodaje ładunek emocjonalny temu, co widzi. Te wspomnienia bowiem są dość uniwersalne, szczególnie dla pokolenia lat 60/70. To on w swojej głowie nadaje uciekającej bezgłowej kurze ciężar tej retrospekcji. Dla mnie kura z odrąbaną głową była widokiem dość przerażającym, ale jednocześnie rozumiałam, że to jest jakoś wpisane w rytm wsi, na której spędzałam wakacje, że ta przemoc ma uzasadnienie, że to zamknięty cykl życia i śmierci. Umiałam to sobie, jako mała dziewczynka zracjonalizować. Podobnie kontakt z ludzkimi zwłokami. Obrzędowość wsi była przemyślana i uporządkowana. Nie było miejsca na strach. Każdy wiedział, co ma robić i po prostu to robił.

Totalnie nie nostalgia to swojego rodzaju katharsis, wyzwolenie się od destrukcyjnego wpływu wspomnień, zatruwających organizm niszczycielską siłą. Jest na tyle uniwersalna, że może stać się katalizatorem takich obudzonych wspomnień u wielu odbiorców. Siłą tej książki jest nawet nie sama historia w niej opowiedziana, ale niezwykle trafnie oddany nastrój, klimat, nawet dźwięki. Im więcej myślę o tym swoistym pamiętniku, tym mocniej zanurzam się w świat własnego dzieciństwa. Odnajduję w sobie tamte smaki, radości, obawy i lęki. Na powrót staję się zarówno ciekawa świata i schowana za maminą spódnicą, nadwrażliwa i jednocześnie nieczuła. Wydobywam do światła to, co dawno schowane. Przeżywam na nowo, by nadać temu nowe znaczenie, by zrozumieć, zaakceptować albo wręcz przeciwnie wykrzyczeć i wygniewać to, co było stłumione. Naprawdę ciekawe uczucie.

Totalnie nie nostalgia: memuar / Wanda Hagedorn, Jacek Frąś. – Warszawa: Wydawnictwo Komiksowe : Gildia Internet Services, 2017.

TUTAJ możesz kupić Totalnie nie nostalgię :- ) Jak nie chcesz kupować, niezmiennie zapraszam Cię do biblioteki 🙂

TUTAJ możesz obejrzeć wybrane plansze z komiksu.

TUTAJ możesz przeczytać wywiad z autorką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *