Czytasie

Bez dotyku

Podzielenie się emocjami po lekturze „Beksińscy: portret podwójny” było dla mnie wyjątkowo trudne. Po raz kolejny piszę recenzję zupełnie od początku i nie wiem, czy ta będzie tą właściwą. Dzieje się tak dlatego, że przedstawiona historia oplotła mnie swoimi mackami w sposób, który nie pozwalał odetchnąć. Czerń rozpełzła się po skórze, po duszy i długo nie chciała wyjść z głowy.  Nie pozwalała zasnąć, pisać pracować, a nawet śmiać się. Bardzo chciałam także zobaczyć  mikro wystawę, którą zorganizowało po sąsiedzku Centrum Kultury Zamek w Leśnicy we Wrocławiu. Wydawało mi się, że obejrzenie z bliska rysunków Beksińskiego dopełni to, czego się dowiedziałam z książki. Od pierwszej strony czułam w sobie ciemność, którą Beksińscy nosili w sobie, a przyglądanie się z bliska rysunkom podsyciło tylko to uczucie niepokoju. Zdzisław, ten mrok zalegający w jego głowie wylewał na zewnątrz, tworząc obrazy, które hipnotyzują, wprowadzają napięcie podszyte fascynacją. Obrazy, które nie dają o sobie zapomnieć. Mroczne, głębokie, posępne, hipnotyczne, niepokojące. Ma swoich zagorzałych wielbicieli, ale i niechętnych jego sztuce nie brakuje. Na pewno nikt obok sztuki Beksińskiego nie pozostanie obojętny. On sam zawsze unikał nazywania swoich prac. (Wystawa także nosi tytuł „Bez tytułu”). Denerwował się za każdym razem, gdy któraś galeria chciała ze względów praktycznych uporządkować i opisać jego dzieła. Irytowało go również przypisywanie im różnych interpretacji, tłumaczenie jego sztuki przez pryzmat jego przeżyć osobistych związanych z wojną. Zawsze się od nich odżegnywał, powtarzając, że sztuka jest otwarta. Znaczy dokładnie to, co myśli o niej patrzący. Malował najlepiej nieograniczony niczym i nikim. W hałasie bardzo głośnej muzyki, na której się znał jak mało kto w Polsce. Rzadko kiedy na zamówienie. Narzucane tematy sprawiały, że pojawiało się zniechęcenie i blokada twórcza. Życie go czasem zmuszało do podjęcia takich kroków, jednak sam nigdy nie chciał i nie potrafił w ten sposób pracować.

 Magdalena Grzebałkowska opisując rodzinę Beksińskich świetnie oddała tą ich niestandardowość i osobność. Z jej książki, wyłania się rodzina na pozór zwykła, z matką krzątającą się w kuchni, ale ciemność mieszkająca w Zdzisławie w widoczny sposób rozlewa się nie tylko na jego twórcze działania. Lęki, jakich doświadczał artysta, otoczenie, które kształtował w specyficzny dla siebie sposób, podejście i metody wychowania syna sprawiły, że ten dom miał w sobie piorunującą dawkę czegoś, co jednych przyciągało, innych zaś pchało do autodestrukcji. Tomasz z tą ciemnością nie walczył. Nosił ją w sobie, hołubił, obłaskawiał, ulegał co jakiś czas, aż w końcu przechytrzył tych, o których wiedział, że nie pozwolą mu odejść. Historia życia Tomka Beksińskiego, nad wiek rozwiniętego dziecka, które nigdy nie dojrzało emocjonalnie, niezwykle inteligentnego, o ogromnej wiedzy i wrażliwości muzycznej, uwielbianego przez słuchaczy redaktora radiowej 3, przez wielu uważanego za dziwaka spowodowała, że wszystkie tłumione myśli o nieistnieniu ożyły na nowo. On wypowiedział słowa, które w mojej głowie krążyły niewypowiedziane. On stał się tym, czym wiele razy pragnęłam być. Na szczęście zawsze istniało coś, co trzymało mnie tutaj za nogi. Jego słowa otworzyły jednak pewną furtkę w mojej głowie, której długo nie mogłam zamknąć.

Portret rodzinny Beksińskich jest gorzki i trudny. Obraz Beksińskiego, jako człowieka, który nie lubi przyrody, wycieczek, widoku słojów drewna na meblach, bycia zapraszanym, spotkań z ludźmi, dzieci, psów i dotyku, pająków, za to uwielbiającym wszelkie techniczne nowości od aparatów fotograficznych, po sprzęt grający, komputery i kopiarki, będącym fanem i znawcą muzyki, kolekcjonerem płyt, mającym manię na punkcie nagrywania na taśmy  codziennych rozmów, toczącego się życia, odwiedzających go ludzi jest zarówno fascynujący jak i dalece przygnębiający. Bardzo nieasertywny, nie potrafiący odmawiać, stąd często wykorzystywany, szczególnie po śmierci żony i syna. O dziwnych kulinarnych upodobaniach. Z niechęcią do wszelkich instytucji, szczególnie kościelnych. Trudny. Fascynujący.

To książka, którą trzeba przeczytać. Nawet dla tych, którzy malarstwo Beksińskiego mają w głębokim poważaniu, którzy w ogóle nie są zorientowani w sztuce będzie to lektura sprowadzająca emocje i poruszenia serca. Bo takie jest życie. Osobne. Haniebne. Twórcze.

 

Ps. W tym miejscu przepraszam cudowną Elę i Tomka i resztę towarzystwa, że na fantastycznym balu u Króla, w mojej głowie siedziała śmierć Tomasza B., która nie pozwoliła mi w jak zawsze do tej pory pełni oddać się średniowiecznym tańcom i napitkom, za co niektórzy mieli do mnie żal. Tak to jest z tymi drzwiami, że czasem nie można ich tak po prostu zamknąć. Na tym też polega cudowność książek 🙂

Beksińscy: portret podwójny / Magdalena Grzebałkowska. – Kraków: Znak, 2014 r.

Tu możesz obejrzeć twórczość Zdzisława Beksińskiego: http://www.muzeum.sanok.pl/

Oficjalna strona http://www.beksinski.pl/

Audycje radiowe Tomasza Beksińskiego http://www.beksa.ovh.org/

„Wieczór z wampirem” z Tomaszem Beksińskim https://www.youtube.com/watch?v=hcLqO5xU6c0

 

3 komentarze na “Bez dotyku

    1. Grzebałkowska pisze tak, że chce się czytać, nawet, gdy są to tematy trudne. Dla mnie pewną miarą dobrego pisarza jest współodczuwanie przez czytającego emocji targających bohaterem. Teraz czytam jej Rok 1945 i nadal jestem pod wrażeniem jej precyzji pisarskiej, skupienia na temacie, dostrzegania szczegółów i odcieni szarości.
      Co do mojej listy książek milowych, to „Beksińscy – portret podwójny” na pewno wpisują się tu idealnie. Z ostatnich odkryć to jeszcze książki Joanny Bator. Zaczęłam od „Ciemno prawie noc”, która wessała mnie w wilgotny, mroczny świat wałbrzyskich zakamarków, „Piaskowa Góra” i „Chmurdalia” zaanektowały na długo moją głowę urodą specyficznej językowej frazy. Pisałam Batorową, myślałam Batorową 🙂 Kocham reportaże Wojtka Tochmana. Jego oszczędny język, trafiający w sam środek serca. Z wcześniejszych fascynacji Bukareszt – kurz i krew Małgorzaty Rejmer, „Lato przed zmierzchem” Doris Lessing, jeszcze wcześniej to „Paragraf 22”, „Lochy Watykanu” Gidea, „Moje drzewko pomarańczowe” Vasconcelosa, „Wilk stepowy” Hesse’a, „Oczyszczenie” Sofii Oksanen i wiele innych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *